sobota, 16 sierpnia 2014

Serce Wybrańca

Mała autoreklama. Czyli powrót do tego, co wychodzi mi najlepiej:
http://serce-wybranca.blogspot.com/

piątek, 31 stycznia 2014

25: Koniec

Nawet, jeśli tylko błoto i przedwieczny kurz
Krążą ponad głową, nawet, jeśli umarł Bóg
Każdy proton tęskni za istotą Absolutu.
(Coma)

Znalezienie Josepha Otto było bardzo proste. Najpierw złożyli wizytę Ksenofiliusowi Lovegood, który bez oporów dał im namiary na mężczyznę, z którym przeprowadził wywiad kilka miesięcy temu. Ponoć sam pan Otto prosił, aby te informacje przekazać każdemu zainteresowanemu.
Mężczyzna na nich czekał. Chciał nawet poczęstować herbatą i ciastkami, ale Malfoy był tak wściekły, że dłuższe rozmowy i uprzejmości nie wchodziły w grę. Zależało mu głównie na powrocie do domu i Ginny nie miała mu tego za złe. Rozumiała, choć bała się chwili, w której będzie musiała spojrzeć Harry'emu w oczy.
Joseph dał im nową kulę i nakazał, aby wrócili do ministerstwa. Nie było to łatwe, ale nie mogło też ich powstrzymać. W końcu wszystkie przeszkody zostały pokonane...

Mlecznobiała mgła opadła, a oni znów stali na korytarzu w ministerstwie. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Długi czarny korytarz z kilkunastoma drzwiami po bokach, niewielki stolik i dwa krzesła. Jedyną różnicą były rozsypane na podłodze dokumenty i formularz przeniesienia do innej drużyny, znajdujący się na blacie.
Ginny zacisnęła dłoń w pięść. Poczuła dziwną bezsilność i pustkę, chciało jej się krzyczeć, kiedy jej wzrok napotkał rozbitą kulę. I dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że ma na sobie elegancką zieloną szatę, w której chciała załatwić sprawę w ministerstwie.
– To wszystko? – Usłyszała krótkie pytanie Malfoya. – To już jest koniec?
Koniec...
Dziewczyna jednym ruchem zabrała swój dokument z blatu, po czym puściła się biegiem wzdłuż korytarza. Nie odwróciła się za siebie, kiedy Draco wykrzykiwał jej imię. Nie zawahała się nawet przez moment. Po prostu biegła.

Harry wrócił do domu o szesnastej. Zdziwił się, że nie zastał tam Ginny. Obiecała mu, że szybko uwinie się ze swoimi sprawami, a potem pójdą do Rona i Hermiony. Choć szczerze powiedziawszy młody auror wcale nie miał ochoty odwiedzać swoich przyjaciół. Podświadomość podpowiadała mu, że dzisiejszy dzień powinien spędzić z Ginny. Zaczął się nawet zastanawiać, czy przypadkiem nie zapomniał o jakiejś rocznicy. Pierwszy pocałunek, seks, randka... nie, nie, nic nie pasowało.
W każdym razie dom był pusty. A od skrzata dowiedział się, że Ginny nie wróciła nawet na chwilę. To było dziwnie podejrzane. Zaczął się martwić, choć wiedział, że dziewczyna nie musi mu się ze wszystkiego tłumaczyć.
Najpierw wysłał wiadomość do Luny, potem do Hermiony, Billa, a na końcu do jej rodziców. Ostatni strzał był trafiony. Molly odesłała mu patronusa z potwierdzeniem teorii. Ginny była w Norze. Nakazała również Harry'emu szybko przybyć.
I to zmartwiło go jeszcze bardziej. Wyszedł z domu w ekspresowym tempie.
Kiedy zapukał do Nory, błyskawica przecięła niebo, jednak deszcz jeszcze nie zaczął padać. W powietrzu dało się wyczuć woń wilgoci, a niebo przykryły gęste, czarne chmury. Wiał ostry wiatr, który nie był w stanie przepędzić jego nieprzyjemnych myśli.
Odczekał kilka sekund, a potem nerwowo zapukał ponownie. Już chciał wejść do środka, kiedy drzwi się otworzyły i stanął w nich pan Weasley. Artur jednak nie wpuścił go do środka. Sam wyszedł na zewnątrz. Wyglądał na mocno zdenerwowanego, ale też smutnego. Harry zaczął się zastanawiać, kiedy popełnił błąd.
– Dzień dobry – przywitał się grzecznie. – Gdzie jest Ginny?
– W salonie. Dwie godziny temu zasnęła na kanapie – odpowiedział, lustrując młodego aurora wzrokiem.
– Czy coś się stało?
– To chyba ja powinienem zapytać. Ginny był mocno roztrzęsiona. Molly próbowała coś z niej wyciągnąć, ale ta cały czas płakała. Chciała oglądać stare fotografie Gideona i Fabiana, braci Molly.
– Po co?
– Nie mam pojęcia. Harry, możesz mi powiedzieć, co się między wami wydarzyło?
– Nic – odpowiedział zbyt szybko i nerwowo. – Rano zjedliśmy razem śniadanie, a potem poszła do ministerstwa załatwić formalności w związku z przeniesieniem do innej drużyny. Ja byłem cały czas w terenie. Proszę mi wierzyć, nie skrzywdziłbym jej.
– Wiem, Harry... po prostu nie wiemy, co o tym myśleć.
– Mogę wejść?
Artur otworzył drzwi i wpuścił go przodem do izby. Chłopak w kilku susach znalazł się przy kanapie, na której leżała Ginny. Wydawała się być taka drobna, przykryta ciężkim wełnianym kocem pocerowanym w licznych miejscach. Rude włosy opadały jej na twarz, ale Harry i tak dostrzegł delikatnie otwarte usta, blade policzki i czerwone ślady po łzach.
Poczuł narastającą bezradność. To ona zawsze uważała go za swojego największego bohatera, a teraz nie potrafił jej uchronić. Stało się coś złego, a jego nawet przy tym nie było.
Harry usiadł na podłodze. Chciał dotknąć jej twarzy, jednak wtedy do salonu weszła pani Weasley. Spojrzała na niego posępnie, a potem zaczęła zbierać stare fotografie ze stolika.
– Chcesz napić się herbaty, Harry? – zapytała, a uwadze chłopaka nie uszło, że sili się na spokojny ton. Ona też niedawno płakała. Nadal drżały jej dłonie.
– Nie, dziękuję – odpowiedział grzecznie.
A wtedy Ginny się poruszyła. Przeciągnęła się i pomału otworzyła czerwone od płaczu oczy. Spojrzała na Harry'ego, a potem się uśmiechnęła. Ale jego uwadze nie uszedł fakt, że w tym geście kryło się niesamowicie dużo bólu.
– Tęskniłam za tobą – szepnęła, po czym usiadła skołowana na kanapie. Rozejrzała się, jakby nie do końca pojmowała, gdzie się znajduje i do kogo wypowiedziała te słowa.
Harry czuł, że nie może na to patrzeć. Bolało go serce, kiedy była w takim stanie. Nie myśląc długo, zajął miejsce obok niej i przytulił ją mocno do siebie. Nie opierała się, choć była dziwnie sztywna.
– Ginny, co się dzieje? – zapytał. – Jeśli coś zrobiłem nie tak, to...
– Nie, to nie twoja wina – odpowiedziała, a jej głos drżał z emocji.
– Więc o co chodzi? Coś nie poszło w ministerstwie? Spotkałaś kogoś?
– Spotkałam Draco – przyznała bez zastanowienia.
– Nie mów mi, że powiedział ci coś głupiego i tak bardzo się przejęłaś.
– Nie – odpowiedziała krótko.
Mężczyzna zaczął gładzić jej włosy. Jego dłonie były przyjemnie ciepłe. Szeptał jej do ucha ciepłe słowa.
– Harry, chcę zostać twoją żoną – powiedziała po dłuższej chwili milczenia. - Proszę, pobierzmy się.
Te słowa go zaskoczyły. Popatrzył na nią z niedowierzaniem, a potem pocałował. Przez chwilę miał wrażenie, że jej usta smakują inaczej niż rano. Były słone od tak wielu przelanych łez.

Kiedy Draco wszedł do domu, Astoria siedziała na eleganckim fotelu i czytała książkę. W pierwszej chwili go nie zauważyła. Marszczyła idealnie wyregulowane brwi i sięgała do małej miseczki po orzeszka ziemnego. Przegryzła go z gracją, o którą tylko ją mógł podejrzewać.
I wtedy to poczuł. Dziwna fale spokoju i szczęścia. Wrócił do domu, miał gdzie wracać. Nie było takiej sytuacji jak po wojnie, kiedy nie potrafił nigdzie znaleźć sobie miejsca. Teraz był tutaj. Z kobietą, która kochał ponad życie.
Nie mógł powstrzymać emocji. To wszystko było silniejsze od niego. Poczuł niewygodną gulę w gardle, a potem zaszlochał głośno.
Astoria podskoczyła, nie do końca zdając sobie sprawę, co się dzieje. Rozejrzała się energicznie, a kiedy natrafiła na twarz męża w jednej chwili zerwała się z fotela i znalazła przy nim. Książka z głuchym łoskotem spadła na ziemię.
– Kochanie – zaczęła spokojnie. – Co się stało?
Malfoy uklęknął przed nią i wtulił twarz w jej podbrzusze. Łkał jak dziecko, kiedy ona głaskała delikatnie jego włosy. Nie rozumiała, ale w tamtym momencie nie miało to znaczenia.
– Tak bardzo cię kocham – wyszeptał bezgłośnie.
– Ja też cię kocham, Draco.
Wtedy podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy.
– Dlaczego? – zapytał.
– Bo jesteś dobrym człowiekiem – odpowiedziała, nie wahając się ani chwili. – Jednym z najlepszych, których znam. I co najważniejsze, akceptujesz mnie taką, jaką jestem.
Milczeli przez kilka minut. A potem mężczyzna wstał z podłogi i usiadł na fotelu, który wcześniej zajmowała Astoria. Pociągnął ją delikatnie za rękę, zmuszając, aby usiadła mu na kolanach. Kobieta oparła głowę o jego pierś i słuchała cichego bicia serca.
– W ministerstwie zdarzył się mały wypadek – zaczął, bujając ja delikatnie w ramionach. – Spotkałem Ginny Weasley, wiesz, dziewczynę Pottera, wymieniliśmy kilka niemiłych uprzejmości i wtedy obok nas przeszedł jakiś facet. Zgubił szklaną kulę. Podniosłem ją i dostrzegłem w środku mleczną mgłę, która zaczęła zmieniać się w klauna. Ginny się zdenerwowała i wytrąciła mi przedmiot z dłoni. Rozbił się w drobny mak.
– Dlaczego mi to mówisz? Coś ci się stało? Wydarzyło się coś złego? – dopytywała się Astoria, a w jej głosie dało się wyczuć strach.
– Nie – odpowiedział po namyśle. – Nic się nie wydarzyło. Z kuli wydobyła się mgła, która po kilku sekundach opadła. Nie była toksyczna, a wszystko wokół nas było bez zmian.
– To dlaczego...? – zaczęła, ale Draco przerwał jej, kładąc palec na drżących wargach.
– Bo wtedy uświadomiłem sobie, że jesteś dla mnie kimś więcej niż żoną. I chciałbym, aby zawsze tak było.
– Draco, nie musisz się zmieniać – stwierdziła, a na jej ustach pojawił się ciepły uśmiech. – Do tej pory było mi lepiej, niż mogłam sobie kiedykolwiek wyobrazić. Marzę o tym, aby moje życie się nie zmieniło. No, może z wyjątkiem pewnego szczegółu...
– Szczegółu?
– Tak, chciałbym, aby nasza rodzina kiedyś się powiększyła. No, może nie aż tak bardzo kiedyś.
– Może faktycznie warto o tym pomyśleć. Ale teraz... chyba mieliśmy coś do załatwienia. Chciałaś wybrać się na Pokątną po nowe szaty wyjściowe, pamiętasz?
– Pytasz, czy pamiętam o zakupach? Oczywiście, że tak. Dasz mi kilka minut, chciałabym się przebrać.
A potem wstała i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do ich sypialni. Draco nie chciał okłamywać żony, ale czuł, że nie ma innego wyjścia. Tak było lepiej. Ginny miała rację, nikt nie mógł poznać prawdy.
Malfoy podniósł się z fotela i udał do jadalni. Tam spojrzał na obraz matki z dzieckiem. Uśmiechnął się gorzko, kiedy kobieta wyczarowała małe złote gwiazdki, które rozbawiły jej synka. Niespodziewanie pomyślał o Astorii, która nigdy w życiu nie będzie w stanie tego zrobić.
Bez zastanowienia zdjął obraz ze ściany. Nie zwracał uwagi na protesty kobiety i płacz dziecka. Odbezpieczył zatrzaski i otworzył ramę. Wstrzymał oddech, kiedy zobaczył pod nią zgięty kawałek pergaminu. Z bijącym sercem rozprostował go i zaczął czytać. Choć i tak znał doskonale te słowa.
Kochanie,
to nie miało dla mnie znaczenia. Kiedyś? Owszem, ale przecież przeszłość nie ma znaczenia. Ludzie rodzą się czarodziejami i mugolami, a inni stoją pomiędzy. Należą do obydwu światów i przez to czują się nieszczęśliwi. Kiedyś zarzuciłaś mi, że boję się tego słowa. Charłak. Chyba miałaś rację. Nie potrafię wypowiadać go swobodnie, bo kiedy patrzę na Ciebie, mam wrażenie, że Cię obrażam. Przyznaj się przed sobą, czy Ty potrafisz je powiedzieć z uniesioną głową? Kiedy patrzysz mi w oczy? Kiedy sobie patrzysz w oczy?
Astorio, Twoi dziadkowie tak wiele dla mnie zrobili. Dla Ciebie też, ale to inna historia. Chciałbym się im jakoś odwdzięczyć i chyba już wiem jak...
Marzę, aby Cię jeszcze kiedyś zobaczyć, ale wiem, że to może nigdy nie nastąpić. Jeśli kiedyś to przeczytasz, to wiedz, że to wszystko nie ma znaczenia. Nie ma.
Kocham Cię.
* * *
Ginny i Draco umówili się na spotkanie dwa miesiące później. Nie chcieli być zauważeni na Pokątnej czy innym popularnym dla czarodziejów miejscu. To ona wybrała zgliszcza po spalonym młynie w pobliżu Spinner's End. W pewnym sensie to była ich kryjówka, której nawet czas nie był w stanie im odebrać.
Malfoy był punktualnie o piętnastej, a ona spóźniła się dziesięć minut. Jednak kiedy przyszła, mężczyzna musiał stwierdzić, że wygląda zaskakująco dobrze. Na serdecznym palcu jej dłoni widniał skromny, acz drogi pierścionek zaręczynowy.
– Mam ci pogratulować? – zapytał, kiedy w końcu do niego podeszła. – Czytałem w Proroku, że Harry Potter niedługo się żeni.
– Poważnie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Wiesz, że w Proroku czytam tylko nekrologi i rubrykę sportową.
– Tak... wspominałaś mi o tym jakieś dwadzieścia pięć lat temu.
Usiedli na dużym kamieniu obok zabrudzonej rzeki. Tym samym, na którym zajadali się starą, kilkudniową bułką. Ginny bez słowa oparła głowę na jego ramieniu. Westchnęła głośno, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała od czego zacząć.
– Myślisz, że to wszystko wydarzyło się naprawdę? – spytała w końcu.
– Sam nie wiem...
– Harry dostał na urodziny zegarek Fabiana. To był brat mojej mamy. Na weselu Lily i Jamesa, Fabian zostawił zegarek na stole. Wtedy go otworzyłam i na kawałku serwetki napisałam: na zawsze...
– I co, sprawdziłaś, czy jest ta wiadomość?
– Nie było jej. Pewnie zegarek był zepsuty i ktoś ją wyrzucił.
– Ginny, a pomyślałaś, że dwadzieścia pięć lat temu przeniosła się do naszych czasów jakaś inna Ginny i Draco? Jeżeli teoria tego napaleńca jest prawidłowa, to jest to możliwe.
– Musieli być bardzo nieudolni w takim razie.
– Tak, na to wygląda...

Ta historia nie ma jeszcze zakończenia albo może będzie lepiej, jak napiszę, że ma ich tyle, ile osób dotyczy. Gdybyśmy chcieli je wszystkie złączyć w całość, okazałoby się, że musimy czekać na koniec świata. Tylko że nawet wtedy nasunęłoby się pytanie: czym tak właściwie jest koniec?
Ludzkie losy wiążą się ze sobą, tworząc skomplikowane labirynty. Sprawiają, że gubimy się w panoptikum ciemnych jak noc korytarzy. Tysiące ludzi nieświadomych swojego istnienia ociera się o siebie. Ich losy, niczym atomy zderzają się ze sobą, nadając życiu zupełnie inny niż dotychczas kierunek.
Obłęd... to jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy.
* * *
Możecie uwierzyć, że to koniec? Ja nie... Chciałabym Wam wszystkim podziękować za to, że byliście z tą opowieścią i wspieraliście mnie w komentarzach. Wasze opinie są dla mnie niezmiernie ważne. I choć nie mam obsesji na punkcie ilości komentarzy (nie rozumiem, jak można ją mieć?), to zależy mi na tym, aby każdy, kto przeczytał opowiadanie, dał króciutki komentarz. Może być nawet o treści: przeczytałam.
Kiedy byłam w trakcie pisania wiele osób pisało, że w pewnym sensie nie może doczekać się końcówki, bo ponoć zawsze wymyślam niesamowite i ciekawe rzeczy. Ja się z tym do końca nie zgadzam, no ale...
A wiecie jakie jest moje marzenie? Chciałabym, aby chociaż niektórzy przed zaśnięciem wspomnieli moje opowiadanie. Zastanowili się chwilę nad zakończeniem, a potem spokojnie zasnęli. Co widzicie?
I ostatnia informacja. Nie da się nauczyć całej historii Serbii i Chorwacji w dwa dni. Pamiętajcie o tym. Szykuję się na popraweczkę 17 lub 18 lutego. A trzeba było spędzić z Wami ten weekend i dodać notkę. Mam nauczkę.
Co do nowego bloga to na razie nie mam pojęcia. Nie mam żadnej notki i trochę mi wstyd. Będę Was informować, ale na razie czarno to widzę. Blogowanie mnie ostatnio nie bawi...

sobota, 25 stycznia 2014

Informacja

Z góry przepraszam, ale rozdział pojawi się dopiero za tydzień. Stwierdziłam, że ambitnie idę na poniedziałkowy, ustny przed termin z historii Serbii i Chorwacji. I naprawdę nie mam czasu na poprawienie notki, dodanie paru szczegółów. Chciałam też zmienić szablon więc pewnie zeszłoby mi jakieś 2,5h.
Pozdrawiam i przepraszam!

sobota, 18 stycznia 2014

24: Tak trzeba

diabeł i bóg jeden dzielą stół
przy stole dzielą Cię na pół
obaj tak samo śmieją się
wołając imię Twe
(Anita Lipnicka)

Ginny miała wrażenie, że wszystko, co działo się dookoła niej było jakimś szalonym snem. Gideon nie zabrał ich do Kwatery Głównej. Najpierw kazał się ukryć, potem zawiadomił Zakon, aby zabrali nieprzytomnego Severusa Snape'a, a następnie zaprowadził ich do domu, który dzielił z bratem bliźniakiem, który tamtej nocy miał swoją wartę w kwaterze.
Kobieta cały czas kurczowo trzymała stary numer Żonglera, jakby to właśnie on był zmieniaczem czasu, którego potrzebowali. Ginny nie zwróciła nawet uwagi, że Draco jest wyjątkowo zmęczony całą sytuacją i nie podziela jej entuzjazmu.
– Zobacz – powiedziała po raz setny, podkładając mu gazetę pod nos. – Tu jest data trzydziestego pierwszego października tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego dziewiątego roku. To nie może być przypadek. Wywiad przeprowadzono dokładnie tego samego dnia, w którym się tutaj przenieśliśmy!
– Widziałem – odpowiedział krótko Draco, próbując zmyć pod prysznicem ciemną farbę z włosów. Gideon okazał się być w porządku, jednak jego detergenty nie były tak skuteczne, jakby Malfoy sobie tego życzył.
Tylko Ginny najwyraźniej nie planowała doprowadzać się do swojego normalnego stanu. Nie czuła skrępowania i nie uważała, że siedząc z Draco w ciasnej łazience narusza jego, w pewnym sensie, intymną przestrzeń.
Usiadła na zamkniętym sedesie i z zaangażowaniem czytała po raz setny wywiad z Josephem Otto. Malfoy i tak nie słyszał połowy jego wypowiedzi. Zagłuszył ją strumieniami wody, opadającymi na porcelanowe dno wanny.
– Podróże w czasie są możliwe – czytała dokładnie akcentując każde słowo. – I oczywiście nie mam tutaj na myśli powszechnym, małych zmieniaczy czasu, które stwarzają więcej problemów i niewiele mamy z nich korzyści. Chodzi mi o prawdziwe podróże, o cofnięcie się do wybranego przez siebie miejsca i...
Głośne pukanie do łazienki przerwało jej wystąpienie. Draco najwyraźniej go nie usłyszał, bo dalej polewał głowę ciepłym strumieniem wody. Pukanie się powtórzyło.
Ginny zmarszczyła nos i przesunęła zasuwkę, otworzyła drzwi i spojrzała na stojącego na korytarzu Gideona. Malfoy też się wyprostował, choć jego włosy nadal nie przypominały naturalnego, jasnego blondu.
– Trzymaj – rzekł Gideon, wyciągając w jego kierunku butelkę z lekko różowym płynem. – To od Lily. Powiedziałem jej, że moja dziewczyna źle zastosowała farbę.
– Masz dziewczynę? – zapytała Ginny zanim zdążyła ugryź się w język.
Gideon jednak nie poczuł się urażony.
– Ginny, możemy porozmawiać? – spytał, kiedy Draco zaczął nakładać na włosy specyfik od Lily. Kobieta zauważyła, że nie spuszcza z oczu Żonglera.
– Jasne – rzekła szybko. – Draco, potem mogę pomóc ci umyć plecy, jeśli chcesz – dodała kierunku swojego towarzysza.
– Od kilku godzin jesteś strasznie miła – uznał Draco, zadowolony, że farba pomału zaczyna puszczać. – Chcesz mi coś powiedzieć?
– Tak – burknęła. – Przepraszam.
Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, a potem machnął ręką, aby poszła za Gideonem. Kiwnął przy tym głową, dając jej do zrozumienia, że ma do niej pełne zaufanie i to od niej zależy, co będzie chciała powiedzieć Gideonowi.
Ginny zeszła razem ze swoim wujkiem do malutkiego salonu, w którym nie było nic prócz dwuosobowej kanapy, małego stolika i regału obłożonego książkami. Całość prezentowała się dość skromnie, a brak firanek, dywanów i obrazów sprawiał, że każdy, kto wchodził do pomieszczenia od razu zdawał sobie sprawę, że nie mieszka tutaj żadna kobieta.
– Bronię was przed Zakonem – stwierdził, wzdychając ciężko, kiedy usiedli obok siebie na sofie. – To trochę idiotyczne, bo wydaje mi się, że gdybyś sensownie wytłumaczyła ten napad na Petera i Remusa, to pewnie wszystko jakoś by się ułożyło. Bo masz na to wytłumaczenie, prawda?
– Tak – powiedziała zgodnie z prawdą.
Nie bała się. Zrozumiała, że musi wykorzystać możliwości, które dało jej przeniesienie się w czasie. Szczególnie że przeczytała wywiad Josephem tyle razy, że niemal znała go na pamięć. Uśmiechnęła się bardziej do siebie niż Gideona.
– Mam nadzieję, że nie chodziło ci o przypadłość Remusa, bo...
– Nie – przerwała mu szybko. – W ogóle nie chodziło mi o Remusa. Myślałam, że się rozpłaczę, jak zorientowała się, że go zaatakowałam. Jak on się tak w ogóle czuje?
– Wszystko w porządku. Ale w takim razie twoim celem był Peter. To zrozumiałe, wiązałaś go i torturowałaś. Na początku pomyślałem, że to na pewno robota Draco, ale Peter powiedział nam, że to ty. Ponoć oskarżałaś go o bycie śmierciożercą. Posłuchaj Ginny, nie wiem, co przeszłaś, ale...
– To ty mnie posłuchaj – przerwała mu ponownie, a potem oparła głowę o sofę.
Przymknęła powieki. Przez chwilę Gideon miał wrażenie, że dziewczyna się rozpłacze, jednak do niczego takiego nie doszło. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale wolał ugryź się w język i czekać na dalszą część jej opowieści.
– Chciałam go zabić – wyszeptały jej wargi. – Ale nie miałam odwagi. Każdy człowiek nosi w sobie mordercę, ale ja nie potrafiłam rozbudzić mojego. Ale Peter nie będzie mieć z tym problemów. Może nie zrobi tego osobiście, ale przyczyni się do śmierci swoich przyjaciół.
– O czym ty mówisz, jesteś jasnowidzem? – zapytał, a głos zadrżał mu ze strachu i niepewności.
– Nie, jestem z przyszłości – powiedziała, a potem spojrzała prosto w jego oczy. – Nie widzisz tego, kiedy na mnie patrzysz? Naprawdę nie wiesz, kim jestem?
Zapadło krótkie milczenie. Atmosfera się zagęściła, a Ginny była pewna, że Gideon za chwile się zdenerwuje. Był człowiekiem o wielkiej cierpliwości, pamiętała jak przy pierwszym spotkaniu okazał jej więcej serca niż inni członkowie Zakonu. Teraz też musiał jej uwierzyć.
– Jestem córką Artura i Molly – rzekła, czując, że te słowa nie przejdą przez gardło mężczyzny. – Jestem twoją siostrzenicą, Gideon. Jestem dzieckiem, którego nie zdążysz poznać.
Mężczyzna nie dał rady usiedzieć w miejscu. Wstał z kanapy i podszedł do okna. Stał odwrócony tyłem, ale uwadze Ginny nie uszły jego drżące dłonie. Ona też zaczęła się trząść. Nagle uznała, że w pomieszczeniu panuje okropny chłód.
– Fabian miał rację. – Usłyszała po chwili głos swojego wujka. – Jesteś niezrównoważona.
Ginny poczuła, jakby ktoś wbił jej nóż prosto w serce. Nie zamierzała tak łatwo odpuścić. Otarła łzy, które niespodziewanie pojawiły się na jej policzkach, po czym wstała z kanapy i podeszła do mężczyzny. Bez uprzedzenia chwaciła jego drżącą dłoń. Ich spojrzenia spotkały się w gładkiej tafli szyby.
– Co mam zrobić, abyś mi uwierzył? – spytała ze łzami w oczach.
– Chyba nie istnieje nic takiego...
– Zapytaj Dumbledore'a – powiedziała szybko. – On mi wierzy.
– Po prostu nie rozumiem... Skoro Albus wiedział o wszystkim od samego początku, to dlaczego nic nam nie powiedział? Zrobiliście z tego wielką tajemnicę, a teraz mówisz o tym z taką łatwością?
– Profesor Dumbledore nie chciał, aby ktoś się dowiedział. Bał się, że coś zepsujemy. Przecież wiesz, że nie wolno igrać z czasem.
– To dlaczego, do jasnej cholery, mi to mówisz?! – wrzasnął stanowczo zbyt głośno.
Ginny nie była zaskoczona, kiedy po kilkunastu sekundach na schodach dało się słyszeć tupot stóp, a w salonie pojawił się zdyszany, owinięty ręcznikiem Draco. Na jego naturalnie bladym przedramieniu widać było zarys mrocznego znaku.
– Co się dzieje? – zapytał, poprawiając, przewiązany w pasie ręcznik.
– Bo przeczytałam ten wywiad – rzekła spokojnie Ginny, nie zwracając uwagi na Malfoya.
Chwyciła gazetę i rozłożyła ją na odpowiedniej stronie. Podała ją Gideonowi z kamienną twarzą. Mężczyzna się zawahał, ale zaczął śledzić wzrokiem artykuł.
– Jestem przekonana, że to właśnie ten facet stoi za tym wszystkim. Joseph Otto, to on stworzył klauna – powiedziała z determinacją.
– Skąd ta pewność? – dopytywał się Gideon.
– Spójrz na ostatnie pytanie. Ksenofilius Lovegood pyta: czy jest pan w stanie przedstawić nam jakiekolwiek dowody na to, że wymyślony przez pana wehikuł faktycznie działa? Na co Joseph odpowiada: oczywiście, jestem przekonany, że już niedługo na łamach gazety pojawi się wywiad z kimś, kto będzie mógł to potwierdzić. W sumie, powiem szczerze, spodziewam się gości lada dzień. On to zaplanował.
– Chcesz powiedzieć – wtrącił się Draco, – że specjalnie ustawił tę datę, bo wiedział, że w tych czasach wehikuł będzie już stworzony i będziemy mogli wrócić?
– Tak – przyznała mu rację.
– Ale dlaczego czekał tak długo? Mógł go wypróbować choćby po pięciu latach!
Zapadło milczenie. Gideon podrapał się po zarośniętym podbródku i westchnął głośno.
– Prawdopodobnie – zaczął – nie chciał, aby cofnęły się w czasie osoby, które teraz żyły. Musiał odczekać co najmniej dwadzieścia lat, aby nic się ze sobą nie ścierało.
Ginny opadła na kanapę. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo jest zmęczona. Długo nie spała, a obrazy minionych dni nakładały się na siebie.
– Ale dalej nie wiem, czy to taki dobry pomysł, że wszystkim o tym opowiadacie – oświadczył Gideon, zajmując miejsce obok niej. – To zrozumiałe, że chcesz coś zmienić, ale...
– Czy jest możliwe, że podróże w czasie umożliwią nam zmianę naszego obecnego życia? – przerwała mu, czytając kolejny fragment wywiadu. – Nie. Nie wolno nam się łudzić. Czasoprzestrzeń jest siecią pojedynczych nitek. Kiedy wydaje nam się, że cofnęliśmy się w przeszłość, to tak naprawdę przeskoczyliśmy na inną nitkę. Nie jesteśmy wstanie zmienić czegoś, co już się wydarzyło. Podróże w czasie to fizyka, a nie magia.
Draco opuścił głowę. Nie był pewny, czy dobrze zrozumiał te słowa.
– Chcę zmienić waszą przyszłość – oświadczyła po chwili, składając gazetę. – Wiem, że Voldemort sieje zniszczenie, wiem, że nie łatwo jest go zabić, ale nam się udało, tylko że cena, którą zapłaciliśmy była stanowczo zbyt wysoka. Proszą cię Gideonie, zwołaj pilne zebranie Zakonu Feniksa, a my powiemy wam wszystko, co wiemy, a potem znajdziemy Josepha Otto.
– Jesteś pewna, że to dobry pomysł? – zapytał cicho Malfoy.
– Tak, to jedyny, słuszny pomysł.

To było najtrudniejsze i najbardziej męczące zebranie, na jakim Draco kiedykolwiek był. Najpierw prawie przez czterdzieści minut namawiali Zakon, aby w ogóle ich wysłuchał. Najbardziej przeciwny był Dumbledore, ale po krótkiej wymianie zdań z Ginny uznał, że może faktycznie warto.
Malfoy i tak nigdy nie przepadał za starym Albusem i uważał, że jak coś pójdzie nie po jego myśli, to po prostu wymaże wszystkim pamięć. Oczywiście nie powiedział tego głośno, bo wiedział, że Ginny nie będzie zadowolona z takiego komentarza.
W końcu przy stole usiedli wszyscy, nawet Peter Pettigrew. Draco zaproponował również wpuszczenie Severusa Snape'a, ale później przyznał rację, że byłby to raczej strzał w kolano.
Ginny opowiadała spokojnie, ale nie szczędziła szczegółów i nazwisk. Uznała, że lepiej będzie powiedzieć prawdę na temat Petera, bo może to pozwoli ocalić tego chłopaka. Na początku był oburzony, ale potem zrozumiał, że jeszcze nikt go nie przekreśla. James położył mu tylko rękę na ramieniu i szepnął słowa, które Malfoya chwyciły za serce.
– Nie damy ci upaść, Glizdogonie.
Posiedzenie trwało kilka godzin. Niestety, ani on, ani Ginny nie znali szczegółów na temat tego, jak unicestwić Voldemorta. Dziewczyna wiedziała coś na temat tajemniczych artefaktów, których poszukiwał Harry, jednym z nich był właśnie dziennik, który próbowała wynieś z Malfoy Manor. Dumbledore obiecał, że poszuka informacji na ten temat, co bardzo ucieszyło pannę Weasley.
Kiedy w końcu skończyli, na twarzach członków Zakonu Feniksa widać było wyraźną ulgę. Żadnemu z nich los nie wróżył niczego dobrego, ale dzięki temu, czego się dowiedzieli, mieli szansę uniknąć najgorszego.
– Dziękuję ci, Ginny – szepnęła Lily, kiedy wszyscy zaczęli się zbierać. Podała jej prawą rękę, a lewą trzymała na mocno zaokrąglonym brzuchu.
– Nie ma sprawy – powiedziała. – Robię to w pewnym sensie dla twojego syna. To nie sprawiedliwe, że spotkało go tyle nieszczęść.
– Ale na pewno teraz jest szczęśliwy – dopytywała z nadzieją.
Ginny zamknęła oczy, a pod powiekami zebrały się łzy. Lily wiedziała o jej związku z Syriuszem, gdyby powiedziała jej prawdę, że jest również narzeczoną Harry'ego, to prawdopodobnie mocno straciłaby w jej oczach. Tylko że czuła, że nie powinna jej kłamać.
– Lily... – zaczęła ostrożnie, a głos jej się załamał. – Przepraszam...
Dziewczyna nie wiedziała co robić. Przytulił ją mocno do siebie i gładziła delikatnie po plecach. Ginny łkała cicho, nie potrafiąc powstrzymać fali emocji.
– Twój syn to mój narzeczony – powiedziała drżącym głosem.
Lily wyprostowała się jak struna. Wszystkie jej mięśnie się napięły.
– To nie moja sprawa – oświadczyła bezbarwnie. – Zawsze będę twoją dłużniczką, ale nie chcę, aby ktokolwiek oprócz mnie dowiedział się o tym, z kim jesteś tak naprawdę związana. Rozumiesz? Zostaw po sobie pozytywny ślad.
A potem podszedł do nich Syriusz. Uśmiechnął się szeroko i usiadł na krześle obok. Widać było, że mu w pewnym sensie ulżyło, kiedy dowiedział się prawdy. Ginny przyjrzała się jego twarzy i wtedy w jego czarnych oczach dostrzegła iskierki smutku.
– To chyba pożegnanie – powiedziała panna Weasley, kiedy Lily z cichym westchnieniem zostawiła ich samych.
– Dla ciebie tak, ja już niedługo znów cię spotkam tylko trochę w innej wersji – odpowiedział, chwytając ją za rękę.
Milczeli przez chwilę, ale to była przyjemna cisza. Pozwalała jej się uspokoić i zrozumieć, że bardziej nie mogła pomóc tym ludziom.
– Masz dla mnie jakąś jeszcze radę, Ginny?
– Tak, jeśli jednak wszystko się spieprzy, to nie daj się zamknąć w Azkabanie.
– Spróbuję, ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to...
– Nie kończ – przerwała, kładąc palce na jego wargach. – Wiesz czego żałuję najbardziej? Tego, że jak wrócę do swoich czasów to nie spotkam tam ciebie. Nie będę mogła zapytać, czy jakaś inna Ginny też przeniosła się w czasie.
– Ale jeśli by tak było, to pewnie zaradziłaby tym wszystkim nieszczęściom – rzekł Syriusz, nie spuszczając oczu z jej warg.
– Wiesz skąd na moich plecach wziął się feniks? – spytała. – To twoje dzieło.
Syriusz zbliżył swoją twarz do jej. Ich wargi dzieliło kilka cali. Mogli się wsłuchać w bicie swoich serc i przyspieszony oddech. Black chciał ją pocałować, ale Ginny cofnęła się energicznie. Po jej policzkach popłynęły samotne łzy.
– Nie mogę – szepnęła, a potem wstała i dogoniła stojącego przy drzwiach Draco.
W milczeniu wyszli z kwatery. Na szary nieboskłon wzeszło jasne słońce. Zapowiadał się chłodny, ale bezchmurny dzień.
Czuli, że mogą wrócić do domu.
* * *
Rozdział nie był sprawdzany. Boli mnie głowa i jestem zmęczona, ale przeczytam go jutro poprawię błędy.
Na początku chciała, aby to był ostatni wpis na tym blogu. Koncepcja mi się spodobała, ale potem uznałam, że dopiszę jeszcze jeden. Może rozwali on całą koncepcję, ale trudno.
Teraz, w 80% moje myśli krążą wokół nauki i zbliżającej się sesji. W nadchodzącym tygodniu czeka mnie dużo pracy, w samą środę mam trzy kolokwia. Tym razem jestem pozytywnie nastawiona i może dlatego nie martwię się aż tak bardzo tym wszystkim.
Za tydzień ostatni rozdział.

sobota, 11 stycznia 2014

23: Starcie

Na ławce w parku cicho siada obok mnie
czas który już minął
(Ania Wyszkoni)

Draco nie ufał Severusowi i z każdą chwilą coraz bardziej żałował, że powiedział mu prawdę. Oczywiście, nie zdradził wszystkich szczegółów z życia samego profesora. Napomknął tylko, że będzie w przyszłości uczyć eliksirów w Hogwarcie, ponieważ Voldemort będzie chciał mieć swoją wtyczkę blisko Dumbledore'a. Malfoy nie zdradził również, jak się skończy woja. Tak ubrał wszystko w słowa, że Snape miał prawo myśleć, że świat czarodziejów nadal jest w konflikcie. Dwadzieścia pięć lat to sporo czasu i każde dziecko zorientowałoby się, że mało prawdopodobnym jest, aby taki konflikt trwał tak długo. No i była jeszcze jedna sprawa.
Oklumencja.
Draco blokował swój umysł. Nauczył się tego przed szóstą klasą, aby nikt nie odkrył, że jest śmierciożercą i planuje wprowadzić zwolenników Voldemorta do Hogwartu, ale Ginny to była zupełnie inna sprawa. Malfoy oddałby wiele, aby się przekonać, czy Snape odczytał już wszystko, co go interesowało.
Zresztą nie tylko to go martwiło. Ginny mu nie ufała, a on się jej nie dziwił. Obawiał się, że zrobi coś głupiego, że znów się rozdzielą i zmarnują tym samym mnóstwo czasu, który mogliby poświęcić na szukanie drogi ucieczki z tego piekła.
– Może mi ktoś wytłumaczyć jeszcze raz, po co tam idziemy w środku nocy? – zapytała po raz setny Ginny, a Malfoy był pewny, że robi to tylko po to, aby wkurzyć Snape'a. Mężczyzna nie mógł się oprzeć wrażeniu, że jest to jakaś dziecinna chęć zemsty za niesprawiedliwy szlaban w czasie edukacji w Hogwarcie.
– A czy ty możesz mi odpowiedzieć jeszcze raz na proste pytanie? – podjął grę wyraźnie zniecierpliwiony Severus. – Czy ty naprawdę jesteś aż tak głupia?
Ta scena miała w sobie coś z czarnego humoru. Według Draco czas jeszcze nie ukształtował stanowczości i opanowania Snape'a, a takie gierki mogły się dla nich wszystkich bardzo źle skończyć.
– Widzisz? – zagadnęła Ginny, a na jej twarzy pojawił się chytry uśmiech. – Pytając mnie o to kolejny raz z rzędu, uświadamiasz nam, że jesteś równie głupi co ja.
– Dajcie spokój – burknął Draco, zanim Severus zdążył coś powiedzieć.
– Masz rację – oświadczył krótko Snape. – Nie muszę wam pomagać.
– No właśnie – przyznała szorstko Ginny. – Jestem niesamowicie zaskoczona, że w ogóle to robisz. Chyba twoja teoria, Draco, jest prawdziwa. Wszystko jest iluzją.
Ginny powiedziała to tak swobodnie, że po plecach Malfoya przeszedł dreszcz.
Może i plan Severusa nie był genialny, ale był jedynym, jaki w danej chwili posiadali. Snape był pewien, że szklana kula i klaun mają związek z czarną magią. Dla Malfoya nie była to żadna nowość, doszedł do tego wniosku już w momencie przeniesienia się w czasie. Bardziej ucieszyłyby go bardziej szczegółowe fakty.
Niestety. Snape twierdził, że przeszukał wszystkie książki i notatki, jakie posiadał i nie było tam nawet wzmianki o podróżach w czasie za pomocą czarnej magii. Według czarnoksiężników coś takiego po prostu nie istniało. I właśnie dlatego Severus Snape prowadził ich do największej czarodziejskiej biblioteki, znajdującej się w Londynie.
Malfoy nigdy tam nie był, dlatego dziwił się, że Severus zna drogę. Ginny najwyraźniej też była zaskoczona, ale starała się nie dać tego po sobie poznać. Maszerowała z dumnie uniesioną głową i z rękoma skrzyżowanymi na piersiach.
Draco, choć nigdy nie przyznałby się do tego na głos, był w pewnych sprawach laikiem, ale doskonale wiedział, że biblioteka jest pilnie strzeżona, a tajne, czarnomagiczne zbiory znajdują się w podziemiach.
Noc była chłodna i bezchmurna, tysiące gwiazd świeciło na niebie i może to właśnie one przyczyniły się do wspomnienia, które zagościło w umyśle Draco Malfoya...

Astoria czasem przypominała mu Hermionę Granger. Ale na szczęście tylko czasem i Draco umiał sobie szybko poradzić z tymi upierdliwymi przywidzeniami. Cały dowcip polegał na tym, że Astoria uwielbiała czytać wszystko, co było związane ze światem czarodziejów. To był jedyny sposób, aby nieobdarzona magiczną mocą kobieta mogła stać się częścią świata męża.
Tamtego dnia Astoria również przyniosła do domu kilka grubych, starych woluminów. Draco uznał, że lepiej nie pytać, jak doniosła je do posiadłości.
Najpierw zaparzyła sobie herbatę, a potem z teatralnym westchnięciem usiadła w fotelu i założyła na nos eleganckie okulary w cienkich oprawkach. Używała ich tylko do czytania, ale Malfoy zastanawiał się, czy aby na pewno są jej potrzebne. Coś mu podpowiadało, że jego żona widzi doskonale również bez nich.
– Ciekawe? – zapytał, kiedy przewertowała kilka kartek.
Astoria wzruszyła ramionami i podniosła głowę.
– Szczerze? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Nie.
Draco prychnął pod nosem, a ona wyraźnie się zdenerwowała jego reakcją. Uniosła podbródek i splotła ręce na piersiach.
– Co? – burknęła. – Wolałbyś, abym czytała ckliwe romansidła?
– Jest mi wszystko jedno, co będziesz czytać. To tobie ma sprawiać przyjemność, a nie mi.
Ta odpowiedź najwyraźniej się jej spodobała. Uśmiechnęła się ciepło, po czym ponownie opuściła głowę i wróciła do przerwanej lektury.
– Romanse są do dupy – szepnęła bezgłośnie. Wiedziała, że gdyby Lucjusz lub Narcyza usłyszeli, jak się wyraża, to miałaby przechlapane. – Zupełnie tak, jak większość książek z waszej biblioteki.
– Bez przesady...
– Taka prawda – przerwała mu, zanim zaczął się tłumaczyć.
– Wiesz, mi jest wszystko jedno, ale rodzice nie lubią, jak pożyczasz książki z biblioteki. Uważają, że mogłabyś po prostu je wszystkie kupić.
Astorię wyraźnie rozbawił ten komentarz. Zatrzasnęła książkę tak głośno, że Draco prawie podskoczył wystraszony.
– Oszaleliście – mruknęła, nie tłumacząc nic więcej.
Odłożyła okulary i podeszła do męża. Jednym ruchem odgarnęła włosy na plecy i bez ostrzeżenia usiadła okrakiem na jego kolanach. Oplotła ręce wokół jego szyi i pocałowała tak, jak tylko ona jedna potrafiła.

Biblioteka mieściła się na obrzeżach Londynu. Ginny była pod wrażeniem. Budynek od zewnątrz nie wyglądał na ogromny, projektant najwyraźniej przeholował z ognistą, gdyż pierwsze piętro opierało się na bogato zdobionych, korynckich kolumnach, natomiast dach wyglądał jak renesansowa kopuła z Włoch.
Ginny słyszała o tym miejscu wielokrotnie. Nawet Hermiona całkiem niedawno chciała ją tam zaciągnąć, twierdząc, że mają tam bogaty zbiór dotyczący quidditcha. Młoda kobieta wymigała się z tego zręcznie, tłumacząc się brakiem czasu i napiętym terminarzem treningów.
– A jak zamierzamy wejść do środka? – spytała, kiedy Snape wyciągnął różdżkę i zaczął ściągać najprostsze zaklęcia ochronne. – Jakoś ciężko mi uwierzyć, że to co robisz nam wystarczy... na pewno nie ma w środku żadnej ochrony?
– Ostatniego możesz być pewna – odpowiedział krótko. – Po pożarze w Szpitalu Świętego Munga bano się, że śmierciożercy zaatakują także tutaj, dlatego bibliotekę zamknięto.
– Ok, ale to nadal nie jest odpowiedź na moje pytanie: jak zamierzasz wejść do środka?
Snape nie odpowiedział. Bez zbędnego tłumaczenia przeskoczył płot. Ginny wstrzymała oddech, czekając aż trzaśnie go piorun albo coś w tym stylu. Nic z tego. Mężczyzna w jednym kawałku dobiegł do muru. Draco najwyraźniej nie widział w tym nic podejrzanego i też zaczął przechodzić na drugą stronę.
– Czekaj – szepnęła, chwytając go za rękę.
– Na co? Ginny, może się okaże, że to jest jakiś sposób na powrót do domu?
Kobieta prychnęła, po czym puściła jego rękę. Udało jej się przeskoczyć ogrodzenie szybciej od niego. Ruszyli biegiem w kierunku Snape'a. W ciemnościach dało się słyszeć ich przyspieszone oddechy i szuranie stóp po żwirze.
– Ponoć jesteś dobrą czarownicą – stwierdził Severus, przyglądając się drzwiom, znajdującym się z tyłu budynku.
– Wiecie, ja też jestem dobry, ale zgubiłem różdżkę – wtrącił się Draco, choć i tak nikt nie zwrócił na niego uwagi.
– Czego oczekujesz? – spytała, mierząc go wzrokiem.
– Cóż... jeśli mam być szczery, to zależało mi na wejściu do biblioteki już jakiś czas temu. Rozgryzłem większość zaklęć ochronnych, ale jedno pozostało w nienaruszonym stanie. Podejrzewam, że muszą je rzucić dwie osoby naraz.
Ginny się zawahała, ale wiedziała, że w tym momencie ma tylko jedną drogę. Oceniła swoje szanse, gdyby w razie czego miało dojść do pojedynku. Była wręcz pewna, że ze względu na zaklęcia, które znał Severus, przegrałaby z kretesem. Gdyby jednak Draco ją wsparł, mogliby mieć jakiś szanse.
– Co to za zaklęcie?

W środku było ciemno. Jedyne światło dawały ich trzy wyciągnięte różdżki. Według Severusa trzeba było zejść do podziemi, aby przejrzeć najbardziej strzeżone woluminy. Mężczyzna wydawał się być bardzo pewny siebie. Szedł przodem, z wysoko podniesioną głową. Sprawiał wrażenie, jakby bywał tutaj bardzo często i dokładnie znał drogę.
Ginny zmarszczyła nos. Serce waliło jej w piersi, jakby przeczuwało, że zdarzy się coś niedobrego.
Korytarz był długi i obłożony drewnianą boazerią. Gdzieniegdzie wisiały obrazy, jednak wszyscy ich lokatorzy wydawali się smacznie spać.
Nagle uwagę dziewczyny przykuły uchylone, dwuskrzydłowe drzwi. Upewniła się, czy nikt nie zwraca na nią uwagi, po czym zwolniła kroku i podeszła do drzwi. Bezszelestnie wślizgnęła się do pomieszczenia.
Prawdopodobnie była to główna sala. Podłogę wyłożono drewnianymi panelami, a ściany ozdobiono mozaiką kamiennych liści i kiści winogrona. W centralnym punkcie, zaraz nad frontowymi drzwiami, wisiała ogromna księga, której strony przewracały cię w powolnym rytmie, uwalniając niewielkie ptaszki, roześmiane tancerki i dzielnych rycerzy, którzy po kilku chwilach zmieniali się w złoty pył, opadający na włosy dziewczyny.
Ginny przełknęła głośno ślinę, a potem podeszła do niewielkiego stolika i dwóch foteli, stojących przy ogromnym oknie zakrytym ciężką, granatową zasłoną. Na blacie leżały gazety. Snape miał rację, mówiąc, że zaraz po pożarze zamknięto bibliotekę. Na samym wierzchu leżał Prorok Codzienny, na którego okładce mieniły się języki ognia. Artykuł nie był zbyt dokładny, kiedy był pisany, nie znano dokładnej liczby ofiar i rannych. A podejrzenie, że stoją za tym śmierciożercy było tylko czystą spekulacją.
Pozostałe czasopisma również nie były świeże. Ich daty sięgały okresu sprzed kilku miesięcy.
Ginny, nie odkładając różdżki, przeglądała je w pośpiechu. Już chciała dać sobie spokój, kiedy nagle jej uwagę przykuła gazeta, o której niemal zapomniała. Żongler. Dziewczyna nie miała pojęcia, że wychodziła już w tych czasach.
Mechanicznie przyjrzała się mężczyźnie, który znajdował się na okładce. Był to siwiejący jegomość z długimi, zakręconymi wąsami i krzaczastymi brwiami. W jego oczach czaiło się coś dziwnego. Radość, która wręcz nie pasowała do obecnie panujących czasów.
Ginny przybliżyła światło różdżki do podpisu pod fotografią i omal nie wrzasnęła.
Podróże w czasie: fizyka czy magia? Spektakularne odkrycie, które zapoczątkuje nową erę! Wywiad z Josephem Otto na stronie piątej.
Ginny poczuła, że kolana zaczynają się pod nią uginać. Nagła fala gorąca uderzyła w jej ciało. Nie potrafiła znaleźć słów na opisanie uczucia, które zawładnęło jej duszą. Po policzkach popłynęły gorące łzy, nad którymi nie umiała zapanować. To była jakaś chora szansa od losu, którą wręcz musiała wykorzystać.
Wsunęła gazetę pod pelerynę, po czym odwróciła się na pięcie.
– Wybierasz się gdzieś? – Usłyszała krótkie pytanie, a potem zza ciemnej zasłony wyszedł mężczyzna.
Serce podskoczyło jej do gardła, kiedy rozpoznała w nim Gideona, brata swojej matki. Nie zmienił się zbytnio od ich ostatniego spotkania. Był wysoki i szczupły, jego brązowe włosy nadal sięgały ucha, a niebieskie oczy przyglądały się jej z tą samą przenikliwością.
– Zabawne – oświadczył, robiąc kilka kroków do przodu. – Wkradacie się do biblioteki pełnej tajemniczych ksiąg i sekretów, a ty chcesz zabrać tylko jakiś szmatławiec pełen bzdur?
Ginny mogłaby zaatakować. Obydwoje trzymali różdżki, ale gdyby jej się poszczęściło, to może udałoby jej się zaatakować przed nim. Cofnęła się o krok.
– Kim jesteś? – zapytała i dopiero potem zorientowała się, że to ją zdradziło.
Gideon był zaskoczony, ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Rozpoznał jej głos i co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
– Ginny, Ginny... – wyszeptał jej imię dziwnym, drżącym z emocji głosem. – Cały Zakon cię szuka, a ty tak po prostu pofarbowałaś włosy i zmieniłaś kolor skóry? Ginny, chyba mam prawo usłyszeć od ciebie jakieś wyjaśnienia? Może nie zawsze mi to wychodziło, ale naprawdę próbowałem cię zrozumieć.
– Gideon, cokolwiek zaszło między nami, muszę ci coś powiedzieć – szepnęła. Nie miała już czasu myśleć nad słusznością swojej decyzji. Najważniejsza była gazeta, którą miała pod peleryną, gazeta, która była kluczem i jedynym sposobem na powrót do domu.
– O co chodzi? – zapytał najwyraźniej zainteresowany.
– Nie wiem, co tutaj robiłeś i nie obchodzi mnie to, ale sam zauważyłeś, że przyszłam tutaj z dwójką osób. Jeden z nich to Draco, ale drugi... wpadliśmy na niego przypadkiem, naprawdę.
– Możesz to w końcu z siebie wydusić?
– To Severus Snape, on jest śmierciożercą.
Na Gideona podziałało to jak kubeł zimnej wody. Najpierw patrzył na nią z niedowierzaniem, a potem opuścił różdżkę i odwrócił się w stronę drzwi. Ginny widziała, że w jego głowie rozgrywa się prawdziwa batalia.
– Gdzie oni są? – zapytał, marszcząc brwi.
– Snape mówił coś o podziemiach.
– A czego tak właściwie szuka?
– Miał nam pomóc, ale podejrzewam, że czerpie z tego własne profity – odpowiedziała krótko, patrząc, jak Gideon zmierza w kierunku drzwi, które przekroczyła kilka minut temu.
– Posłuchaj, w normalnych warunkach bym ci nie zaufał, ale jestem sam, a nie odpuszczę tej gnidzie, rozumiesz? Ty też jesteś członkinią Zakonu, więc wiesz, że bez względu na wszystko, naszym obowiązkiem jest walczyć z nim.
– Wiem – mruknęła bezgłośnie. – Pomogę ci, ale potem dasz nam odejść. Mi i Draco.
– O tym porozmawiamy, jak będzie po wszystkim.

Draco prawie od razu zauważył, że Ginny gdzieś zniknęła. Czuł, że dziewczyna ma jakiś plan i miał cichą nadzieję, że jego również uwzględni na jakiejś dogodnej pozycji.
Ich kroki odbijały się echem na ścianach. Malfoy miał wrażenie, że stąpa po korytarzu starej, zakurzonej posiadłości, w której na każdym rogu mogą czaić się przeróżne pułapki.
– Chyba zgubiliśmy gdzieś twoją towarzyszkę – oświadczył Severus, nie odwracając wzroku.
– Co? – Malfoy był wyraźnie zakłopotany tym stwierdzeniem. Rozejrzał się, jakby udawał, że dopiero teraz to zauważył. – Znajdzie się – dodał po chwili.
– Nie wątpię.
Razem z Severusem stanęli przed krętymi schodami prowadzącymi w dół. Na twarzy Mistrza Eliksirów pojawił się dziwny uśmiech triumfu. Już zszedł pierwszy stopień, kiedy nad jego głową świsnęły czerwone iskry.
Snape był wyraźnie zaskoczony. Próbował w tym samym momencie odwrócić się na wąskich, krętych schodach i wyjąć różdżkę z kieszeni szaty. I wtedy Draco zrobił coś, o co w ogóle siebie nie podejrzewał. Popchnął dostatecznie wytrąconego z równowagi Severusa tak, że tamten z cichym jękiem i głośnym trzaskiem sturlał się ze schodów.
Gdzieś w ciemnym korytarzu usłyszał pisk kobiety, a potem ktoś z głośnym tupotem przebiegł obok niego i zbiegł po schodach do Snape'a, który, sądząc po cichych jękach, nie stracił przytomności.
Malfoy był w dziwnym amoku. Dopiero po kilku sekundach zorientował się, że osobą, która zbiegła po schodach był jeden z członków Zakonu Feniksa. Próbował sobie przypomnieć jego imię, ale za cholerę mu to nie wychodziło.
– Draco, Draco! – Usłyszał wołanie na wysokości prawego ucha, a potem ktoś mocno nim szturchnął. – Malfoy, do cholery, znalazłam sposób!
Mężczyzna odwrócił głowę i spojrzał prosto w brązowe oczy Ginny. Dostrzegł w nich tyle radości, że uśmiechnął się, zanim powiedziała mu, o co chodzi. Kobieta szamotała się przez chwilę ze swoją połataną szatą, a potem wydobyła spod niej kolorową gazetę.
– Uspokój się, bo nie wiem, o co chodzi – rzekł, biorąc od niej czasopismo.
– Tu jest wywiad! – krzyknęła, a jej głos rozniósł się echem po ciemnych korytarzach. – Wywiad z facetem, który wie coś o podróżach w czasie!
Z jej twarzy bił tak wielki entuzjazm, że Malfoy nie potrafił jej zaprzeczyć. Żongler – przeczytał w myślach tytuł gazety, a potem uśmiechnął się cierpko.
* * *
Pytaliście, co zrobię jak skończę. Czy dokończę Stypę lub Butter Hill? A to przecież żadna tajemnica, co będę pisać, kiedy tutaj pojawi się ostatni rozdział. Już pod pierwszym postem zdradziłam ten sekret.
Kiedy Pokaż Twarz dobiegnie końca reaktywuję Cienkie Granice, które teraz można znaleźć pod adresem: Jak ocalić świat. Do opowiadań potterowskich chwilowo nie mam serca, a od Ginny naprawdę muszę już odpocząć..

Zwiastun wykonała rosmaneczka.