Mała autoreklama. Czyli powrót do tego, co wychodzi mi najlepiej:
sobota, 16 sierpnia 2014
piątek, 31 stycznia 2014
25: Koniec
Nawet, jeśli tylko
błoto i przedwieczny kurz
Krążą ponad głową, nawet, jeśli umarł Bóg
Każdy proton tęskni za istotą Absolutu.
Krążą ponad głową, nawet, jeśli umarł Bóg
Każdy proton tęskni za istotą Absolutu.
(Coma)
Znalezienie
Josepha Otto było bardzo proste. Najpierw złożyli wizytę
Ksenofiliusowi Lovegood, który bez oporów dał im namiary na
mężczyznę, z którym przeprowadził wywiad kilka miesięcy temu.
Ponoć sam pan Otto prosił, aby te informacje przekazać każdemu
zainteresowanemu.
Mężczyzna
na nich czekał. Chciał nawet poczęstować herbatą i ciastkami,
ale Malfoy był tak wściekły, że dłuższe rozmowy i uprzejmości
nie wchodziły w grę. Zależało mu głównie na powrocie do domu i
Ginny nie miała mu tego za złe. Rozumiała, choć bała się
chwili, w której będzie musiała spojrzeć Harry'emu w oczy.
Joseph
dał im nową kulę i nakazał, aby wrócili do ministerstwa. Nie
było to łatwe, ale nie mogło też ich powstrzymać. W końcu
wszystkie przeszkody zostały pokonane...
Mlecznobiała
mgła opadła, a oni znów stali na korytarzu w ministerstwie. Na
pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło. Długi czarny korytarz z
kilkunastoma drzwiami po bokach, niewielki stolik i dwa krzesła.
Jedyną różnicą były rozsypane na podłodze dokumenty i formularz
przeniesienia do innej drużyny, znajdujący się na blacie.
Ginny
zacisnęła dłoń w pięść. Poczuła dziwną bezsilność i
pustkę, chciało jej się krzyczeć, kiedy jej wzrok napotkał
rozbitą kulę. I dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że ma na sobie
elegancką zieloną szatę, w której chciała załatwić sprawę w
ministerstwie.
– To
wszystko? – Usłyszała krótkie pytanie Malfoya. – To już jest
koniec?
Koniec...
Dziewczyna
jednym ruchem zabrała swój dokument z blatu, po czym puściła się
biegiem wzdłuż korytarza. Nie odwróciła się za siebie, kiedy
Draco wykrzykiwał jej imię. Nie zawahała się nawet przez moment.
Po prostu biegła.
Harry
wrócił do domu o szesnastej. Zdziwił się, że nie zastał tam
Ginny. Obiecała mu, że szybko uwinie się ze swoimi sprawami, a
potem pójdą do Rona i Hermiony. Choć szczerze powiedziawszy młody
auror wcale nie miał ochoty odwiedzać swoich przyjaciół.
Podświadomość podpowiadała mu, że dzisiejszy dzień powinien
spędzić z Ginny. Zaczął się nawet zastanawiać, czy przypadkiem
nie zapomniał o jakiejś rocznicy. Pierwszy pocałunek, seks,
randka... nie, nie, nic nie pasowało.
W
każdym razie dom był pusty. A od skrzata dowiedział się, że
Ginny nie wróciła nawet na chwilę. To było dziwnie podejrzane.
Zaczął się martwić, choć wiedział, że dziewczyna nie musi mu
się ze wszystkiego tłumaczyć.
Najpierw
wysłał wiadomość do Luny, potem do Hermiony, Billa, a na końcu
do jej rodziców. Ostatni strzał był trafiony. Molly odesłała mu
patronusa z potwierdzeniem teorii. Ginny była w Norze. Nakazała
również Harry'emu szybko przybyć.
I to
zmartwiło go jeszcze bardziej. Wyszedł z domu w ekspresowym tempie.
Kiedy
zapukał do Nory, błyskawica przecięła niebo, jednak deszcz
jeszcze nie zaczął padać. W powietrzu dało się wyczuć woń
wilgoci, a niebo przykryły gęste, czarne chmury. Wiał ostry wiatr,
który nie był w stanie przepędzić jego nieprzyjemnych myśli.
Odczekał
kilka sekund, a potem nerwowo zapukał ponownie. Już chciał wejść
do środka, kiedy drzwi się otworzyły i stanął w nich pan
Weasley. Artur jednak nie wpuścił go do środka. Sam wyszedł na
zewnątrz. Wyglądał na mocno zdenerwowanego, ale też smutnego.
Harry zaczął się zastanawiać, kiedy popełnił błąd.
– Dzień
dobry – przywitał się grzecznie. – Gdzie jest Ginny?
– W
salonie. Dwie godziny temu zasnęła na kanapie – odpowiedział,
lustrując młodego aurora wzrokiem.
– Czy
coś się stało?
– To
chyba ja powinienem zapytać. Ginny był mocno roztrzęsiona. Molly
próbowała coś z niej wyciągnąć, ale ta cały czas płakała.
Chciała oglądać stare fotografie Gideona i Fabiana, braci Molly.
– Po
co?
– Nie
mam pojęcia. Harry, możesz mi powiedzieć, co się między wami
wydarzyło?
– Nic
– odpowiedział zbyt szybko i nerwowo. – Rano zjedliśmy razem
śniadanie, a potem poszła do ministerstwa załatwić formalności w
związku z przeniesieniem do innej drużyny. Ja byłem cały czas w
terenie. Proszę mi wierzyć, nie skrzywdziłbym jej.
– Wiem,
Harry... po prostu nie wiemy, co o tym myśleć.
– Mogę
wejść?
Artur
otworzył drzwi i wpuścił go przodem do izby. Chłopak w kilku
susach znalazł się przy kanapie, na której leżała Ginny.
Wydawała się być taka drobna, przykryta ciężkim wełnianym kocem
pocerowanym w licznych miejscach. Rude włosy opadały jej na twarz,
ale Harry i tak dostrzegł delikatnie otwarte usta, blade policzki i
czerwone ślady po łzach.
Poczuł
narastającą bezradność. To ona zawsze uważała go za swojego
największego bohatera, a teraz nie potrafił jej uchronić. Stało
się coś złego, a jego nawet przy tym nie było.
Harry
usiadł na podłodze. Chciał dotknąć jej twarzy, jednak wtedy do
salonu weszła pani Weasley. Spojrzała na niego posępnie, a potem
zaczęła zbierać stare fotografie ze stolika.
– Chcesz
napić się herbaty, Harry? – zapytała, a uwadze chłopaka nie
uszło, że sili się na spokojny ton. Ona też niedawno płakała.
Nadal drżały jej dłonie.
– Nie,
dziękuję – odpowiedział grzecznie.
A
wtedy Ginny się poruszyła. Przeciągnęła się i pomału otworzyła
czerwone od płaczu oczy. Spojrzała na Harry'ego, a potem się
uśmiechnęła. Ale jego uwadze nie uszedł fakt, że w tym geście
kryło się niesamowicie dużo bólu.
– Tęskniłam
za tobą – szepnęła, po czym usiadła skołowana na kanapie.
Rozejrzała się, jakby nie do końca pojmowała, gdzie się znajduje
i do kogo wypowiedziała te słowa.
Harry
czuł, że nie może na to patrzeć. Bolało go serce, kiedy była w
takim stanie. Nie myśląc długo, zajął miejsce obok niej i
przytulił ją mocno do siebie. Nie opierała się, choć była
dziwnie sztywna.
– Ginny,
co się dzieje? – zapytał. – Jeśli coś zrobiłem nie tak,
to...
– Nie,
to nie twoja wina – odpowiedziała, a jej głos drżał z emocji.
– Więc
o co chodzi? Coś nie poszło w ministerstwie? Spotkałaś kogoś?
– Spotkałam
Draco – przyznała bez zastanowienia.
– Nie
mów mi, że powiedział ci coś głupiego i tak bardzo się
przejęłaś.
– Nie
– odpowiedziała krótko.
Mężczyzna
zaczął gładzić jej włosy. Jego dłonie były przyjemnie ciepłe.
Szeptał jej do ucha ciepłe słowa.
– Harry,
chcę zostać twoją żoną – powiedziała po dłuższej chwili
milczenia. - Proszę, pobierzmy się.
Te
słowa go zaskoczyły. Popatrzył na nią z niedowierzaniem, a potem
pocałował. Przez chwilę miał wrażenie, że jej usta smakują
inaczej niż rano. Były słone od tak wielu przelanych łez.
Kiedy
Draco wszedł do domu, Astoria siedziała na eleganckim fotelu i
czytała książkę. W pierwszej chwili go nie zauważyła.
Marszczyła idealnie wyregulowane brwi i sięgała do małej miseczki
po orzeszka ziemnego. Przegryzła go z gracją, o którą tylko ją
mógł podejrzewać.
I
wtedy to poczuł. Dziwna fale spokoju i szczęścia. Wrócił do
domu, miał gdzie wracać. Nie było takiej sytuacji jak po wojnie,
kiedy nie potrafił nigdzie znaleźć sobie miejsca. Teraz był
tutaj. Z kobietą, która kochał ponad życie.
Nie
mógł powstrzymać emocji. To wszystko było silniejsze od niego.
Poczuł niewygodną gulę w gardle, a potem zaszlochał głośno.
Astoria
podskoczyła, nie do końca zdając sobie sprawę, co się dzieje.
Rozejrzała się energicznie, a kiedy natrafiła na twarz męża w
jednej chwili zerwała się z fotela i znalazła przy nim. Książka
z głuchym łoskotem spadła na ziemię.
– Kochanie
– zaczęła spokojnie. – Co się stało?
Malfoy
uklęknął przed nią i wtulił twarz w jej podbrzusze. Łkał jak
dziecko, kiedy ona głaskała delikatnie jego włosy. Nie rozumiała,
ale w tamtym momencie nie miało to znaczenia.
– Tak
bardzo cię kocham – wyszeptał bezgłośnie.
– Ja
też cię kocham, Draco.
Wtedy
podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy.
– Dlaczego?
– zapytał.
– Bo
jesteś dobrym człowiekiem – odpowiedziała, nie wahając się ani
chwili. – Jednym z najlepszych, których znam. I co najważniejsze,
akceptujesz mnie taką, jaką jestem.
Milczeli
przez kilka minut. A potem mężczyzna wstał z podłogi i usiadł na
fotelu, który wcześniej zajmowała Astoria. Pociągnął ją
delikatnie za rękę, zmuszając, aby usiadła mu na kolanach.
Kobieta oparła głowę o jego pierś i słuchała cichego bicia
serca.
– W
ministerstwie zdarzył się mały wypadek – zaczął, bujając ja
delikatnie w ramionach. – Spotkałem Ginny Weasley, wiesz,
dziewczynę Pottera, wymieniliśmy kilka niemiłych uprzejmości i
wtedy obok nas przeszedł jakiś facet. Zgubił szklaną kulę.
Podniosłem ją i dostrzegłem w środku mleczną mgłę, która
zaczęła zmieniać się w klauna. Ginny się zdenerwowała i
wytrąciła mi przedmiot z dłoni. Rozbił się w drobny mak.
– Dlaczego
mi to mówisz? Coś ci się stało? Wydarzyło się coś złego? –
dopytywała się Astoria, a w jej głosie dało się wyczuć strach.
– Nie
– odpowiedział po namyśle. – Nic się nie wydarzyło. Z kuli
wydobyła się mgła, która po kilku sekundach opadła. Nie była
toksyczna, a wszystko wokół nas było bez zmian.
– To
dlaczego...? – zaczęła, ale Draco przerwał jej, kładąc palec
na drżących wargach.
– Bo
wtedy uświadomiłem sobie, że jesteś dla mnie kimś więcej niż
żoną. I chciałbym, aby zawsze tak było.
– Draco,
nie musisz się zmieniać – stwierdziła, a na jej ustach pojawił
się ciepły uśmiech. – Do tej pory było mi lepiej, niż mogłam
sobie kiedykolwiek wyobrazić. Marzę o tym, aby moje życie się nie
zmieniło. No, może z wyjątkiem pewnego szczegółu...
– Szczegółu?
– Tak,
chciałbym, aby nasza rodzina kiedyś się powiększyła. No, może
nie aż tak bardzo kiedyś.
– Może
faktycznie warto o tym pomyśleć. Ale teraz... chyba mieliśmy coś
do załatwienia. Chciałaś wybrać się na Pokątną po nowe szaty
wyjściowe, pamiętasz?
– Pytasz,
czy pamiętam o zakupach? Oczywiście, że tak. Dasz mi kilka minut,
chciałabym się przebrać.
A
potem wstała i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do ich sypialni.
Draco nie chciał okłamywać żony, ale czuł, że nie ma innego
wyjścia. Tak było lepiej. Ginny miała rację, nikt nie mógł
poznać prawdy.
Malfoy
podniósł się z fotela i udał do jadalni. Tam spojrzał na obraz
matki z dzieckiem. Uśmiechnął się gorzko, kiedy kobieta
wyczarowała małe złote gwiazdki, które rozbawiły jej synka.
Niespodziewanie pomyślał o Astorii, która nigdy w życiu nie
będzie w stanie tego zrobić.
Bez
zastanowienia zdjął obraz ze ściany. Nie zwracał uwagi na
protesty kobiety i płacz dziecka. Odbezpieczył zatrzaski i otworzył
ramę. Wstrzymał oddech, kiedy zobaczył pod nią zgięty kawałek
pergaminu. Z bijącym sercem rozprostował go i zaczął czytać.
Choć i tak znał doskonale te słowa.
Kochanie,
to
nie miało dla mnie znaczenia. Kiedyś? Owszem, ale przecież
przeszłość nie ma znaczenia. Ludzie rodzą się czarodziejami i
mugolami, a inni stoją pomiędzy. Należą do obydwu światów i
przez to czują się nieszczęśliwi. Kiedyś zarzuciłaś mi, że
boję się tego słowa. Charłak. Chyba miałaś rację. Nie potrafię
wypowiadać go swobodnie, bo kiedy patrzę na Ciebie, mam wrażenie,
że Cię obrażam. Przyznaj się przed sobą, czy Ty potrafisz je
powiedzieć z uniesioną głową? Kiedy patrzysz mi w oczy? Kiedy
sobie patrzysz w oczy?
Astorio,
Twoi dziadkowie tak wiele dla mnie zrobili. Dla Ciebie też, ale to
inna historia. Chciałbym się im jakoś odwdzięczyć i chyba już
wiem jak...
Marzę,
aby Cię jeszcze kiedyś zobaczyć, ale wiem, że to może nigdy nie
nastąpić. Jeśli kiedyś to przeczytasz, to wiedz, że to wszystko
nie ma znaczenia. Nie ma.
Kocham
Cię.
* *
*
Ginny
i Draco umówili się na spotkanie dwa miesiące później. Nie
chcieli być zauważeni na Pokątnej czy innym popularnym dla
czarodziejów miejscu. To ona wybrała zgliszcza po spalonym młynie
w pobliżu Spinner's End. W pewnym sensie to była ich kryjówka,
której nawet czas nie był w stanie im odebrać.
Malfoy
był punktualnie o piętnastej, a ona spóźniła się dziesięć
minut. Jednak kiedy przyszła, mężczyzna musiał stwierdzić, że
wygląda zaskakująco dobrze. Na serdecznym palcu jej dłoni widniał
skromny, acz drogi pierścionek zaręczynowy.
– Mam
ci pogratulować? – zapytał, kiedy w końcu do niego podeszła. –
Czytałem w Proroku, że Harry Potter niedługo się żeni.
– Poważnie?
– odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Wiesz, że w Proroku
czytam tylko nekrologi i rubrykę sportową.
– Tak...
wspominałaś mi o tym jakieś dwadzieścia pięć lat temu.
Usiedli
na dużym kamieniu obok zabrudzonej rzeki. Tym samym, na którym
zajadali się starą, kilkudniową bułką. Ginny bez słowa oparła
głowę na jego ramieniu. Westchnęła głośno, jakby chciała coś
powiedzieć, ale nie wiedziała od czego zacząć.
– Myślisz,
że to wszystko wydarzyło się naprawdę? – spytała w końcu.
– Sam
nie wiem...
– Harry
dostał na urodziny zegarek Fabiana. To był brat mojej mamy. Na
weselu Lily i Jamesa, Fabian zostawił zegarek na stole. Wtedy go
otworzyłam i na kawałku serwetki napisałam: na zawsze...
– I
co, sprawdziłaś, czy jest ta wiadomość?
– Nie
było jej. Pewnie zegarek był zepsuty i ktoś ją wyrzucił.
– Ginny,
a pomyślałaś, że dwadzieścia pięć lat temu przeniosła się do
naszych czasów jakaś inna Ginny i Draco? Jeżeli teoria tego
napaleńca jest prawidłowa, to jest to możliwe.
– Musieli
być bardzo nieudolni w takim razie.
– Tak,
na to wygląda...
Ta
historia nie ma jeszcze zakończenia albo może będzie lepiej, jak
napiszę, że ma ich tyle, ile osób dotyczy. Gdybyśmy chcieli je
wszystkie złączyć w całość, okazałoby się, że musimy czekać
na koniec świata. Tylko że nawet wtedy nasunęłoby się pytanie:
czym tak właściwie jest koniec?
Ludzkie
losy wiążą się ze sobą, tworząc skomplikowane labirynty.
Sprawiają, że gubimy się w panoptikum ciemnych jak noc korytarzy.
Tysiące ludzi nieświadomych swojego istnienia ociera się o siebie.
Ich losy, niczym atomy zderzają się ze sobą, nadając życiu
zupełnie inny niż dotychczas kierunek.
Obłęd...
to jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy.
* *
*
Możecie
uwierzyć, że to koniec? Ja nie... Chciałabym Wam wszystkim
podziękować za to, że byliście z tą opowieścią i wspieraliście
mnie w komentarzach. Wasze opinie są dla mnie niezmiernie ważne. I
choć nie mam obsesji na punkcie ilości komentarzy (nie rozumiem,
jak można ją mieć?), to zależy mi na tym, aby każdy, kto
przeczytał opowiadanie, dał króciutki komentarz. Może być nawet
o treści: przeczytałam.
Kiedy
byłam w trakcie pisania wiele osób pisało, że w pewnym sensie nie
może doczekać się końcówki, bo ponoć zawsze wymyślam
niesamowite i ciekawe rzeczy. Ja się z tym do końca nie zgadzam, no
ale...
A
wiecie jakie jest moje marzenie? Chciałabym, aby chociaż niektórzy
przed zaśnięciem wspomnieli moje opowiadanie. Zastanowili się
chwilę nad zakończeniem, a potem spokojnie zasnęli. Co widzicie?
I
ostatnia informacja. Nie da się nauczyć całej historii Serbii i
Chorwacji w dwa dni. Pamiętajcie o tym. Szykuję się na popraweczkę
17 lub 18 lutego. A trzeba było spędzić z Wami ten weekend i dodać
notkę. Mam nauczkę.
Co
do nowego bloga to na razie nie mam pojęcia. Nie mam żadnej notki i
trochę mi wstyd. Będę Was informować, ale na razie czarno to
widzę. Blogowanie mnie ostatnio nie bawi...
sobota, 25 stycznia 2014
Informacja
Z góry przepraszam, ale rozdział
pojawi się dopiero za tydzień. Stwierdziłam, że ambitnie idę na
poniedziałkowy, ustny przed termin z historii Serbii i Chorwacji. I
naprawdę nie mam czasu na poprawienie notki, dodanie paru
szczegółów. Chciałam też zmienić szablon więc pewnie zeszłoby
mi jakieś 2,5h.
Pozdrawiam i przepraszam!
sobota, 18 stycznia 2014
24: Tak trzeba
diabeł i bóg jeden
dzielą stół
przy stole dzielą Cię na pół
obaj tak samo śmieją się
wołając imię Twe
przy stole dzielą Cię na pół
obaj tak samo śmieją się
wołając imię Twe
(Anita Lipnicka)
Ginny
miała wrażenie, że wszystko, co działo się dookoła niej było
jakimś szalonym snem. Gideon nie zabrał ich do Kwatery Głównej.
Najpierw kazał się ukryć, potem zawiadomił Zakon, aby zabrali
nieprzytomnego Severusa Snape'a, a następnie zaprowadził ich do
domu, który dzielił z bratem bliźniakiem, który tamtej nocy miał
swoją wartę w kwaterze.
Kobieta
cały czas kurczowo trzymała stary numer Żonglera, jakby to
właśnie on był zmieniaczem czasu, którego potrzebowali. Ginny nie
zwróciła nawet uwagi, że Draco jest wyjątkowo zmęczony całą
sytuacją i nie podziela jej entuzjazmu.
– Zobacz
– powiedziała po raz setny, podkładając mu gazetę pod nos. –
Tu jest data trzydziestego pierwszego października tysiąc
dziewięćset siedemdziesiątego dziewiątego roku. To nie może być
przypadek. Wywiad przeprowadzono dokładnie tego samego dnia, w
którym się tutaj przenieśliśmy!
– Widziałem
– odpowiedział krótko Draco, próbując zmyć pod prysznicem
ciemną farbę z włosów. Gideon okazał się być w porządku,
jednak jego detergenty nie były tak skuteczne, jakby Malfoy sobie
tego życzył.
Tylko
Ginny najwyraźniej nie planowała doprowadzać się do swojego
normalnego stanu. Nie czuła skrępowania i nie uważała, że
siedząc z Draco w ciasnej łazience narusza jego, w pewnym sensie,
intymną przestrzeń.
Usiadła
na zamkniętym sedesie i z zaangażowaniem czytała po raz setny
wywiad z Josephem Otto. Malfoy i tak nie słyszał połowy jego
wypowiedzi. Zagłuszył ją strumieniami wody, opadającymi na
porcelanowe dno wanny.
– Podróże
w czasie są możliwe – czytała dokładnie akcentując każde
słowo. – I oczywiście nie mam tutaj na myśli powszechnym,
małych zmieniaczy czasu, które stwarzają więcej problemów i
niewiele mamy z nich korzyści. Chodzi mi o prawdziwe podróże, o
cofnięcie się do wybranego przez siebie miejsca i...
Głośne
pukanie do łazienki przerwało jej wystąpienie. Draco najwyraźniej
go nie usłyszał, bo dalej polewał głowę ciepłym strumieniem
wody. Pukanie się powtórzyło.
Ginny
zmarszczyła nos i przesunęła zasuwkę, otworzyła drzwi
i spojrzała na stojącego na korytarzu Gideona. Malfoy też się
wyprostował, choć jego włosy nadal nie przypominały naturalnego,
jasnego blondu.
– Trzymaj
– rzekł Gideon, wyciągając w jego kierunku butelkę z lekko
różowym płynem. – To od Lily. Powiedziałem jej, że moja
dziewczyna źle zastosowała farbę.
– Masz
dziewczynę? – zapytała Ginny zanim zdążyła ugryź się w
język.
Gideon
jednak nie poczuł się urażony.
– Ginny,
możemy porozmawiać? – spytał, kiedy Draco zaczął nakładać na
włosy specyfik od Lily. Kobieta zauważyła, że nie spuszcza z oczu
Żonglera.
– Jasne
– rzekła szybko. – Draco, potem mogę pomóc ci umyć plecy,
jeśli chcesz – dodała kierunku swojego towarzysza.
– Od
kilku godzin jesteś strasznie miła – uznał Draco, zadowolony, że
farba pomału zaczyna puszczać. – Chcesz mi coś powiedzieć?
– Tak
– burknęła. – Przepraszam.
Mężczyzna
uśmiechnął się delikatnie, a potem machnął ręką, aby poszła
za Gideonem. Kiwnął przy tym głową, dając jej do zrozumienia, że
ma do niej pełne zaufanie i to od niej zależy, co będzie chciała
powiedzieć Gideonowi.
Ginny
zeszła razem ze swoim wujkiem do malutkiego salonu, w którym nie
było nic prócz dwuosobowej kanapy, małego stolika i regału
obłożonego książkami. Całość prezentowała się dość
skromnie, a brak firanek, dywanów i obrazów sprawiał, że każdy,
kto wchodził do pomieszczenia od razu zdawał sobie sprawę, że nie
mieszka tutaj żadna kobieta.
– Bronię
was przed Zakonem – stwierdził, wzdychając ciężko, kiedy
usiedli obok siebie na sofie. – To trochę idiotyczne, bo wydaje mi
się, że gdybyś sensownie wytłumaczyła ten napad na Petera i
Remusa, to pewnie wszystko jakoś by się ułożyło. Bo masz na to
wytłumaczenie, prawda?
– Tak
– powiedziała zgodnie z prawdą.
Nie
bała się. Zrozumiała, że musi wykorzystać możliwości, które
dało jej przeniesienie się w czasie. Szczególnie że przeczytała
wywiad Josephem tyle razy, że niemal znała go na pamięć.
Uśmiechnęła się bardziej do siebie niż Gideona.
– Mam
nadzieję, że nie chodziło ci o przypadłość Remusa, bo...
– Nie
– przerwała mu szybko. – W ogóle nie chodziło mi o Remusa.
Myślałam, że się rozpłaczę, jak zorientowała się, że go
zaatakowałam. Jak on się tak w ogóle czuje?
– Wszystko
w porządku. Ale w takim razie twoim celem był Peter. To zrozumiałe,
wiązałaś go i torturowałaś. Na początku pomyślałem, że to na
pewno robota Draco, ale Peter powiedział nam, że to ty. Ponoć
oskarżałaś go o bycie śmierciożercą. Posłuchaj Ginny, nie wiem,
co przeszłaś, ale...
– To
ty mnie posłuchaj – przerwała mu ponownie, a potem oparła głowę
o sofę.
Przymknęła
powieki. Przez chwilę Gideon miał wrażenie, że dziewczyna się
rozpłacze, jednak do niczego takiego nie doszło. Mężczyzna chciał
coś powiedzieć, ale wolał ugryź się w język i czekać na dalszą
część jej opowieści.
– Chciałam
go zabić – wyszeptały jej wargi. – Ale nie miałam odwagi.
Każdy człowiek nosi w sobie mordercę, ale ja nie potrafiłam
rozbudzić mojego. Ale Peter nie będzie mieć z tym problemów. Może
nie zrobi tego osobiście, ale przyczyni się do śmierci swoich
przyjaciół.
– O
czym ty mówisz, jesteś jasnowidzem? – zapytał, a głos zadrżał
mu ze strachu i niepewności.
– Nie,
jestem z przyszłości – powiedziała, a potem spojrzała prosto w
jego oczy. – Nie widzisz tego, kiedy na mnie patrzysz? Naprawdę
nie wiesz, kim jestem?
Zapadło
krótkie milczenie. Atmosfera się zagęściła, a Ginny była pewna,
że Gideon za chwile się zdenerwuje. Był człowiekiem o wielkiej
cierpliwości, pamiętała jak przy pierwszym spotkaniu okazał jej
więcej serca niż inni członkowie Zakonu. Teraz też musiał jej
uwierzyć.
– Jestem
córką Artura i Molly – rzekła, czując, że te słowa nie
przejdą przez gardło mężczyzny. – Jestem twoją siostrzenicą,
Gideon. Jestem dzieckiem, którego nie zdążysz poznać.
Mężczyzna
nie dał rady usiedzieć w miejscu. Wstał z kanapy i podszedł do
okna. Stał odwrócony tyłem, ale uwadze Ginny nie uszły jego
drżące dłonie. Ona też zaczęła się trząść. Nagle uznała,
że w pomieszczeniu panuje okropny chłód.
– Fabian
miał rację. – Usłyszała po chwili głos swojego wujka. –
Jesteś niezrównoważona.
Ginny
poczuła, jakby ktoś wbił jej nóż prosto w serce. Nie zamierzała
tak łatwo odpuścić. Otarła łzy, które niespodziewanie pojawiły
się na jej policzkach, po czym wstała z kanapy i podeszła do
mężczyzny. Bez uprzedzenia chwaciła jego drżącą dłoń. Ich
spojrzenia spotkały się w gładkiej tafli szyby.
– Co
mam zrobić, abyś mi uwierzył? – spytała ze łzami w oczach.
– Chyba
nie istnieje nic takiego...
– Zapytaj
Dumbledore'a – powiedziała szybko. – On mi wierzy.
– Po
prostu nie rozumiem... Skoro Albus wiedział o wszystkim od samego
początku, to dlaczego nic nam nie powiedział? Zrobiliście z tego
wielką tajemnicę, a teraz mówisz o tym z taką łatwością?
– Profesor
Dumbledore nie chciał, aby ktoś się dowiedział. Bał się, że
coś zepsujemy. Przecież wiesz, że nie wolno igrać z czasem.
– To
dlaczego, do jasnej cholery, mi to mówisz?! – wrzasnął stanowczo
zbyt głośno.
Ginny
nie była zaskoczona, kiedy po kilkunastu sekundach na schodach dało
się słyszeć tupot stóp, a w salonie pojawił się zdyszany,
owinięty ręcznikiem Draco. Na jego naturalnie bladym przedramieniu
widać było zarys mrocznego znaku.
– Co
się dzieje? – zapytał, poprawiając, przewiązany w pasie
ręcznik.
– Bo
przeczytałam ten wywiad – rzekła spokojnie Ginny, nie zwracając
uwagi na Malfoya.
Chwyciła
gazetę i rozłożyła ją na odpowiedniej stronie. Podała ją
Gideonowi z kamienną twarzą. Mężczyzna się zawahał, ale zaczął
śledzić wzrokiem artykuł.
– Jestem
przekonana, że to właśnie ten facet stoi za tym wszystkim. Joseph
Otto, to on stworzył klauna – powiedziała z determinacją.
– Skąd
ta pewność? – dopytywał się Gideon.
– Spójrz
na ostatnie pytanie. Ksenofilius Lovegood pyta: czy jest pan w
stanie przedstawić nam jakiekolwiek dowody na to, że wymyślony
przez pana wehikuł faktycznie działa? Na co Joseph odpowiada:
oczywiście, jestem przekonany, że już niedługo na łamach
gazety pojawi się wywiad z kimś, kto będzie mógł to potwierdzić.
W sumie, powiem szczerze, spodziewam się gości lada dzień.
On to zaplanował.
– Chcesz
powiedzieć – wtrącił się Draco, – że specjalnie ustawił tę
datę, bo wiedział, że w tych czasach wehikuł będzie już
stworzony i będziemy mogli wrócić?
– Tak
– przyznała mu rację.
– Ale
dlaczego czekał tak długo? Mógł go wypróbować choćby po pięciu
latach!
Zapadło
milczenie. Gideon podrapał się po zarośniętym podbródku i
westchnął głośno.
– Prawdopodobnie
– zaczął – nie chciał, aby cofnęły się w czasie osoby,
które teraz żyły. Musiał odczekać co najmniej
dwadzieścia lat, aby nic się ze sobą nie ścierało.
Ginny
opadła na kanapę. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo jest
zmęczona. Długo nie spała, a obrazy minionych dni nakładały się
na siebie.
– Ale
dalej nie wiem, czy to taki dobry pomysł, że wszystkim o tym
opowiadacie – oświadczył Gideon, zajmując miejsce obok niej. – To
zrozumiałe, że chcesz coś zmienić, ale...
– Czy
jest możliwe, że podróże w czasie umożliwią nam zmianę naszego
obecnego życia? – przerwała mu, czytając kolejny fragment
wywiadu. – Nie. Nie wolno nam się łudzić. Czasoprzestrzeń
jest siecią pojedynczych nitek. Kiedy wydaje nam się, że
cofnęliśmy się w przeszłość, to tak naprawdę przeskoczyliśmy
na inną nitkę. Nie jesteśmy wstanie zmienić czegoś, co już się
wydarzyło. Podróże w czasie to fizyka, a nie magia.
Draco
opuścił głowę. Nie był pewny, czy dobrze zrozumiał te słowa.
– Chcę
zmienić waszą przyszłość – oświadczyła po chwili, składając
gazetę. – Wiem, że Voldemort sieje zniszczenie, wiem, że nie
łatwo jest go zabić, ale nam się udało, tylko że cena, którą
zapłaciliśmy była stanowczo zbyt wysoka. Proszą cię Gideonie,
zwołaj pilne zebranie Zakonu Feniksa, a my powiemy wam wszystko, co
wiemy, a potem znajdziemy Josepha Otto.
– Jesteś
pewna, że to dobry pomysł? – zapytał cicho Malfoy.
– Tak,
to jedyny, słuszny pomysł.
To
było najtrudniejsze i najbardziej męczące zebranie, na jakim Draco
kiedykolwiek był. Najpierw prawie przez czterdzieści minut
namawiali Zakon, aby w ogóle ich wysłuchał. Najbardziej przeciwny
był Dumbledore, ale po krótkiej wymianie zdań z Ginny uznał, że
może faktycznie warto.
Malfoy
i tak nigdy nie przepadał za starym Albusem i uważał, że jak coś
pójdzie nie po jego myśli, to po prostu wymaże wszystkim pamięć.
Oczywiście nie powiedział tego głośno, bo wiedział, że Ginny
nie będzie zadowolona z takiego komentarza.
W
końcu przy stole usiedli wszyscy, nawet Peter Pettigrew. Draco
zaproponował również wpuszczenie Severusa Snape'a, ale później
przyznał rację, że byłby to raczej strzał w kolano.
Ginny
opowiadała spokojnie, ale nie szczędziła szczegółów i nazwisk.
Uznała, że lepiej będzie powiedzieć prawdę na temat Petera, bo
może to pozwoli ocalić tego chłopaka. Na początku był oburzony,
ale potem zrozumiał, że jeszcze nikt go nie przekreśla. James
położył mu tylko rękę na ramieniu i szepnął słowa, które
Malfoya chwyciły za serce.
– Nie
damy ci upaść, Glizdogonie.
Posiedzenie
trwało kilka godzin. Niestety, ani on, ani Ginny nie znali
szczegółów na temat tego, jak unicestwić Voldemorta. Dziewczyna
wiedziała coś na temat tajemniczych artefaktów, których
poszukiwał Harry, jednym z nich był właśnie dziennik, który
próbowała wynieś z Malfoy Manor. Dumbledore obiecał, że poszuka
informacji na ten temat, co bardzo ucieszyło pannę Weasley.
Kiedy
w końcu skończyli, na twarzach członków Zakonu Feniksa widać
było wyraźną ulgę. Żadnemu z nich los nie wróżył niczego
dobrego, ale dzięki temu, czego się dowiedzieli, mieli szansę
uniknąć najgorszego.
– Dziękuję
ci, Ginny – szepnęła Lily, kiedy wszyscy zaczęli się zbierać.
Podała jej prawą rękę, a lewą trzymała na mocno zaokrąglonym
brzuchu.
– Nie
ma sprawy – powiedziała. – Robię to w pewnym sensie dla twojego
syna. To nie sprawiedliwe, że spotkało go tyle nieszczęść.
– Ale
na pewno teraz jest szczęśliwy – dopytywała z nadzieją.
Ginny
zamknęła oczy, a pod powiekami zebrały się łzy. Lily wiedziała
o jej związku z Syriuszem, gdyby powiedziała jej prawdę, że jest
również narzeczoną Harry'ego, to prawdopodobnie mocno straciłaby
w jej oczach. Tylko że czuła, że nie powinna jej kłamać.
– Lily...
– zaczęła ostrożnie, a głos jej się załamał. –
Przepraszam...
Dziewczyna
nie wiedziała co robić. Przytulił ją mocno do siebie i
gładziła delikatnie po plecach. Ginny łkała cicho, nie potrafiąc
powstrzymać fali emocji.
– Twój
syn to mój narzeczony – powiedziała drżącym głosem.
Lily
wyprostowała się jak struna. Wszystkie jej mięśnie się napięły.
– To
nie moja sprawa – oświadczyła bezbarwnie. – Zawsze będę twoją
dłużniczką, ale nie chcę, aby ktokolwiek oprócz mnie dowiedział
się o tym, z kim jesteś tak naprawdę związana. Rozumiesz? Zostaw
po sobie pozytywny ślad.
A
potem podszedł do nich Syriusz. Uśmiechnął się szeroko i usiadł
na krześle obok. Widać było, że mu w pewnym sensie ulżyło,
kiedy dowiedział się prawdy. Ginny przyjrzała się jego twarzy i
wtedy w jego czarnych oczach dostrzegła iskierki smutku.
– To
chyba pożegnanie – powiedziała panna Weasley, kiedy Lily z cichym
westchnieniem zostawiła ich samych.
– Dla
ciebie tak, ja już niedługo znów cię spotkam tylko trochę w
innej wersji – odpowiedział, chwytając ją za rękę.
Milczeli
przez chwilę, ale to była przyjemna cisza. Pozwalała jej się
uspokoić i zrozumieć, że bardziej nie mogła pomóc tym ludziom.
– Masz
dla mnie jakąś jeszcze radę, Ginny?
– Tak,
jeśli jednak wszystko się spieprzy, to nie daj się zamknąć w
Azkabanie.
– Spróbuję,
ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to...
– Nie
kończ – przerwała, kładąc palce na jego wargach. – Wiesz
czego żałuję najbardziej? Tego, że jak wrócę do swoich czasów
to nie spotkam tam ciebie. Nie będę mogła zapytać, czy jakaś
inna Ginny też przeniosła się w czasie.
– Ale
jeśli by tak było, to pewnie zaradziłaby tym wszystkim
nieszczęściom – rzekł Syriusz, nie spuszczając oczu z jej warg.
– Wiesz
skąd na moich plecach wziął się feniks? – spytała. – To
twoje dzieło.
Syriusz
zbliżył swoją twarz do jej. Ich wargi dzieliło kilka cali. Mogli
się wsłuchać w bicie swoich serc i przyspieszony oddech. Black
chciał ją pocałować, ale Ginny cofnęła się energicznie. Po jej
policzkach popłynęły samotne łzy.
– Nie
mogę – szepnęła, a potem wstała i dogoniła stojącego przy
drzwiach Draco.
W
milczeniu wyszli z kwatery. Na szary nieboskłon wzeszło jasne
słońce. Zapowiadał się chłodny, ale bezchmurny dzień.
Czuli,
że mogą wrócić do domu.
* *
*
Rozdział
nie był sprawdzany. Boli mnie głowa i jestem zmęczona, ale
przeczytam go jutro poprawię błędy.
Na
początku chciała, aby to był ostatni wpis na tym blogu. Koncepcja
mi się spodobała, ale potem uznałam, że dopiszę jeszcze jeden.
Może rozwali on całą koncepcję, ale trudno.
Teraz,
w 80% moje myśli krążą wokół nauki i zbliżającej się sesji.
W nadchodzącym tygodniu czeka mnie dużo pracy, w samą środę mam
trzy kolokwia. Tym razem jestem pozytywnie nastawiona i może dlatego
nie martwię się aż tak bardzo tym wszystkim.
Za
tydzień ostatni rozdział.
sobota, 11 stycznia 2014
23: Starcie
Na ławce w parku
cicho siada obok mnie
czas który już minął
(Ania Wyszkoni)
Draco
nie ufał Severusowi i z każdą chwilą coraz bardziej żałował,
że powiedział mu prawdę. Oczywiście, nie zdradził wszystkich
szczegółów z życia samego profesora. Napomknął tylko, że
będzie w przyszłości uczyć eliksirów w Hogwarcie, ponieważ
Voldemort będzie chciał mieć swoją wtyczkę blisko Dumbledore'a.
Malfoy nie zdradził również, jak się skończy woja. Tak ubrał
wszystko w słowa, że Snape miał prawo myśleć, że świat
czarodziejów nadal jest w konflikcie. Dwadzieścia pięć lat to
sporo czasu i każde dziecko zorientowałoby się, że mało
prawdopodobnym jest, aby taki konflikt trwał tak długo. No i była
jeszcze jedna sprawa.
Oklumencja.
Draco
blokował swój umysł. Nauczył się tego przed szóstą klasą, aby
nikt nie odkrył, że jest śmierciożercą i planuje wprowadzić
zwolenników Voldemorta do Hogwartu, ale Ginny to była zupełnie
inna sprawa. Malfoy oddałby wiele, aby się przekonać, czy Snape
odczytał już wszystko, co go interesowało.
Zresztą
nie tylko to go martwiło. Ginny mu nie ufała, a on się jej nie
dziwił. Obawiał się, że zrobi coś głupiego, że znów się
rozdzielą i zmarnują tym samym mnóstwo czasu, który mogliby
poświęcić na szukanie drogi ucieczki z tego piekła.
– Może
mi ktoś wytłumaczyć jeszcze raz, po co tam idziemy w środku nocy?
– zapytała po raz setny Ginny, a Malfoy był pewny, że robi to
tylko po to, aby wkurzyć Snape'a. Mężczyzna nie mógł się oprzeć
wrażeniu, że jest to jakaś dziecinna chęć zemsty za
niesprawiedliwy szlaban w czasie edukacji w Hogwarcie.
– A
czy ty możesz mi odpowiedzieć jeszcze raz na proste pytanie? –
podjął grę wyraźnie zniecierpliwiony Severus. – Czy ty naprawdę
jesteś aż tak głupia?
Ta
scena miała w sobie coś z czarnego humoru. Według Draco czas
jeszcze nie ukształtował stanowczości i opanowania Snape'a, a
takie gierki mogły się dla nich wszystkich bardzo źle skończyć.
– Widzisz?
– zagadnęła Ginny, a na jej twarzy pojawił się chytry uśmiech.
– Pytając mnie o to kolejny raz z rzędu, uświadamiasz nam, że
jesteś równie głupi co ja.
– Dajcie
spokój – burknął Draco, zanim Severus zdążył coś powiedzieć.
– Masz
rację – oświadczył krótko Snape. – Nie muszę wam pomagać.
– No
właśnie – przyznała szorstko Ginny. – Jestem niesamowicie
zaskoczona, że w ogóle to robisz. Chyba twoja teoria, Draco, jest
prawdziwa. Wszystko jest iluzją.
Ginny
powiedziała to tak swobodnie, że po plecach Malfoya przeszedł
dreszcz.
Może
i plan Severusa nie był genialny, ale był jedynym, jaki w danej
chwili posiadali. Snape był pewien, że szklana kula i klaun mają
związek z czarną magią. Dla Malfoya nie była to żadna nowość,
doszedł do tego wniosku już w momencie przeniesienia się w czasie.
Bardziej ucieszyłyby go bardziej szczegółowe fakty.
Niestety.
Snape twierdził, że przeszukał wszystkie książki i notatki,
jakie posiadał i nie było tam nawet wzmianki o podróżach w czasie
za pomocą czarnej magii. Według czarnoksiężników coś takiego po
prostu nie istniało. I właśnie dlatego Severus Snape prowadził
ich do największej czarodziejskiej biblioteki, znajdującej się w
Londynie.
Malfoy
nigdy tam nie był, dlatego dziwił się, że Severus zna drogę.
Ginny najwyraźniej też była zaskoczona, ale starała się nie dać
tego po sobie poznać. Maszerowała z dumnie uniesioną głową i z
rękoma skrzyżowanymi na piersiach.
Draco,
choć nigdy nie przyznałby się do tego na głos, był w pewnych
sprawach laikiem, ale doskonale wiedział, że biblioteka jest pilnie
strzeżona, a tajne, czarnomagiczne zbiory znajdują się w
podziemiach.
Noc
była chłodna i bezchmurna, tysiące gwiazd świeciło na niebie i
może to właśnie one przyczyniły się do wspomnienia, które
zagościło w umyśle Draco Malfoya...
Astoria
czasem przypominała mu Hermionę Granger. Ale na szczęście tylko
czasem i Draco umiał sobie szybko poradzić z tymi upierdliwymi
przywidzeniami. Cały dowcip polegał na tym, że Astoria uwielbiała
czytać wszystko, co było związane ze światem czarodziejów. To
był jedyny sposób, aby nieobdarzona magiczną mocą kobieta mogła
stać się częścią świata męża.
Tamtego
dnia Astoria również przyniosła do domu kilka grubych, starych
woluminów. Draco uznał, że lepiej nie pytać, jak doniosła je do
posiadłości.
Najpierw
zaparzyła sobie herbatę, a potem z teatralnym westchnięciem
usiadła w fotelu i założyła na nos eleganckie okulary w cienkich
oprawkach. Używała ich tylko do czytania, ale Malfoy zastanawiał
się, czy aby na pewno są jej potrzebne. Coś mu podpowiadało, że
jego żona widzi doskonale również bez nich.
– Ciekawe?
– zapytał, kiedy przewertowała kilka kartek.
Astoria
wzruszyła ramionami i podniosła głowę.
– Szczerze?
– odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Nie.
Draco
prychnął pod nosem, a ona wyraźnie się zdenerwowała jego
reakcją. Uniosła podbródek i splotła ręce na piersiach.
– Co?
– burknęła. – Wolałbyś, abym czytała ckliwe romansidła?
– Jest
mi wszystko jedno, co będziesz czytać. To tobie ma sprawiać
przyjemność, a nie mi.
Ta
odpowiedź najwyraźniej się jej spodobała. Uśmiechnęła się
ciepło, po czym ponownie opuściła głowę i wróciła do
przerwanej lektury.
– Romanse
są do dupy – szepnęła bezgłośnie. Wiedziała, że gdyby
Lucjusz lub Narcyza usłyszeli, jak się wyraża, to miałaby
przechlapane. – Zupełnie tak, jak większość książek z waszej
biblioteki.
– Bez
przesady...
– Taka
prawda – przerwała mu, zanim zaczął się tłumaczyć.
– Wiesz,
mi jest wszystko jedno, ale rodzice nie lubią, jak pożyczasz
książki z biblioteki. Uważają, że mogłabyś po prostu je
wszystkie kupić.
Astorię
wyraźnie rozbawił ten komentarz. Zatrzasnęła książkę tak
głośno, że Draco prawie podskoczył wystraszony.
– Oszaleliście
– mruknęła, nie tłumacząc nic więcej.
Odłożyła
okulary i podeszła do męża. Jednym ruchem odgarnęła włosy na
plecy i bez ostrzeżenia usiadła okrakiem na jego kolanach. Oplotła
ręce wokół jego szyi i pocałowała tak, jak tylko ona jedna
potrafiła.
Biblioteka
mieściła się na obrzeżach Londynu. Ginny była pod wrażeniem.
Budynek od zewnątrz nie wyglądał na ogromny, projektant
najwyraźniej przeholował z ognistą, gdyż pierwsze piętro
opierało się na bogato zdobionych, korynckich kolumnach, natomiast
dach wyglądał jak renesansowa kopuła z Włoch.
Ginny
słyszała o tym miejscu wielokrotnie. Nawet Hermiona całkiem
niedawno chciała ją tam zaciągnąć, twierdząc, że mają tam
bogaty zbiór dotyczący quidditcha. Młoda kobieta wymigała się z
tego zręcznie, tłumacząc się brakiem czasu i napiętym
terminarzem treningów.
– A
jak zamierzamy wejść do środka? – spytała, kiedy Snape
wyciągnął różdżkę i zaczął ściągać najprostsze zaklęcia
ochronne. – Jakoś ciężko mi uwierzyć, że to co robisz nam
wystarczy... na pewno nie ma w środku żadnej ochrony?
– Ostatniego
możesz być pewna – odpowiedział krótko. – Po pożarze w
Szpitalu Świętego Munga bano się, że śmierciożercy zaatakują
także tutaj, dlatego bibliotekę zamknięto.
– Ok,
ale to nadal nie jest odpowiedź na moje pytanie: jak zamierzasz
wejść do środka?
Snape
nie odpowiedział. Bez zbędnego tłumaczenia przeskoczył płot.
Ginny wstrzymała oddech, czekając aż trzaśnie go piorun albo coś
w tym stylu. Nic z tego. Mężczyzna w jednym kawałku dobiegł do
muru. Draco najwyraźniej nie widział w tym nic podejrzanego i też
zaczął przechodzić na drugą stronę.
– Czekaj
– szepnęła, chwytając go za rękę.
– Na
co? Ginny, może się okaże, że to jest jakiś sposób na powrót
do domu?
Kobieta
prychnęła, po czym puściła jego rękę. Udało jej się
przeskoczyć ogrodzenie szybciej od niego. Ruszyli biegiem w kierunku
Snape'a. W ciemnościach dało się słyszeć ich przyspieszone
oddechy i szuranie stóp po żwirze.
– Ponoć
jesteś dobrą czarownicą – stwierdził Severus, przyglądając
się drzwiom, znajdującym się z tyłu budynku.
– Wiecie,
ja też jestem dobry, ale zgubiłem różdżkę – wtrącił się
Draco, choć i tak nikt nie zwrócił na niego uwagi.
– Czego
oczekujesz? – spytała, mierząc go wzrokiem.
– Cóż...
jeśli mam być szczery, to zależało mi na wejściu do biblioteki
już jakiś czas temu. Rozgryzłem większość zaklęć ochronnych,
ale jedno pozostało w nienaruszonym stanie. Podejrzewam, że muszą
je rzucić dwie osoby naraz.
Ginny
się zawahała, ale wiedziała, że w tym momencie ma tylko jedną
drogę. Oceniła swoje szanse, gdyby w razie czego miało dojść do
pojedynku. Była wręcz pewna, że ze względu na zaklęcia, które
znał Severus, przegrałaby z kretesem. Gdyby jednak Draco ją
wsparł, mogliby mieć jakiś szanse.
– Co
to za zaklęcie?
W
środku było ciemno. Jedyne światło dawały ich trzy wyciągnięte
różdżki. Według Severusa trzeba było zejść do podziemi, aby
przejrzeć najbardziej strzeżone woluminy. Mężczyzna wydawał się
być bardzo pewny siebie. Szedł przodem, z wysoko podniesioną
głową. Sprawiał wrażenie, jakby bywał tutaj bardzo często i
dokładnie znał drogę.
Ginny
zmarszczyła nos. Serce waliło jej w piersi, jakby przeczuwało, że
zdarzy się coś niedobrego.
Korytarz
był długi i obłożony drewnianą boazerią. Gdzieniegdzie wisiały
obrazy, jednak wszyscy ich lokatorzy wydawali się smacznie spać.
Nagle
uwagę dziewczyny przykuły uchylone, dwuskrzydłowe drzwi. Upewniła
się, czy nikt nie zwraca na nią uwagi, po czym zwolniła kroku i
podeszła do drzwi. Bezszelestnie wślizgnęła się do
pomieszczenia.
Prawdopodobnie
była to główna sala. Podłogę wyłożono drewnianymi panelami, a
ściany ozdobiono mozaiką kamiennych liści i kiści winogrona. W
centralnym punkcie, zaraz nad frontowymi drzwiami, wisiała ogromna
księga, której strony przewracały cię w powolnym rytmie,
uwalniając niewielkie ptaszki, roześmiane tancerki i dzielnych
rycerzy, którzy po kilku chwilach zmieniali się w złoty pył,
opadający na włosy dziewczyny.
Ginny
przełknęła głośno ślinę, a potem podeszła do niewielkiego
stolika i dwóch foteli, stojących przy ogromnym oknie zakrytym
ciężką, granatową zasłoną. Na blacie leżały gazety. Snape
miał rację, mówiąc, że zaraz po pożarze zamknięto bibliotekę.
Na samym wierzchu leżał Prorok Codzienny, na którego okładce
mieniły się języki ognia. Artykuł nie był zbyt dokładny, kiedy
był pisany, nie znano dokładnej liczby ofiar i rannych. A
podejrzenie, że stoją za tym śmierciożercy było tylko czystą
spekulacją.
Pozostałe
czasopisma również nie były świeże. Ich daty sięgały okresu
sprzed kilku miesięcy.
Ginny,
nie odkładając różdżki, przeglądała je w pośpiechu. Już
chciała dać sobie spokój, kiedy nagle jej uwagę przykuła gazeta,
o której niemal zapomniała. Żongler. Dziewczyna nie miała
pojęcia, że wychodziła już w tych czasach.
Mechanicznie
przyjrzała się mężczyźnie, który znajdował się na okładce.
Był to siwiejący jegomość z długimi, zakręconymi wąsami i
krzaczastymi brwiami. W jego oczach czaiło się coś dziwnego.
Radość, która wręcz nie pasowała do obecnie panujących czasów.
Ginny
przybliżyła światło różdżki do podpisu pod fotografią i omal
nie wrzasnęła.
Podróże
w czasie: fizyka czy magia? Spektakularne odkrycie, które
zapoczątkuje nową erę! Wywiad z Josephem Otto na stronie piątej.
Ginny
poczuła, że kolana zaczynają się pod nią uginać. Nagła fala
gorąca uderzyła w jej ciało. Nie potrafiła znaleźć słów na
opisanie uczucia, które zawładnęło jej duszą. Po policzkach
popłynęły gorące łzy, nad którymi nie umiała zapanować. To
była jakaś chora szansa od losu, którą wręcz musiała
wykorzystać.
Wsunęła
gazetę pod pelerynę, po czym odwróciła się na pięcie.
– Wybierasz
się gdzieś? – Usłyszała krótkie pytanie, a potem zza ciemnej
zasłony wyszedł mężczyzna.
Serce
podskoczyło jej do gardła, kiedy rozpoznała w nim Gideona, brata
swojej matki. Nie zmienił się zbytnio od ich ostatniego spotkania.
Był wysoki i szczupły, jego brązowe włosy nadal sięgały ucha, a
niebieskie oczy przyglądały się jej z tą samą przenikliwością.
– Zabawne
– oświadczył, robiąc kilka kroków do przodu. – Wkradacie się
do biblioteki pełnej tajemniczych ksiąg i sekretów, a ty chcesz
zabrać tylko jakiś szmatławiec pełen bzdur?
Ginny
mogłaby zaatakować. Obydwoje trzymali różdżki, ale gdyby jej się
poszczęściło, to może udałoby jej się zaatakować przed nim.
Cofnęła się o krok.
– Kim
jesteś? – zapytała i dopiero potem zorientowała się, że to ją
zdradziło.
Gideon
był zaskoczony, ale nie chciał dać tego po sobie poznać.
Rozpoznał jej głos i co do tego nie miała najmniejszych
wątpliwości.
– Ginny,
Ginny... – wyszeptał jej imię dziwnym, drżącym z emocji głosem.
– Cały Zakon cię szuka, a ty tak po prostu pofarbowałaś włosy
i zmieniłaś kolor skóry? Ginny, chyba mam prawo usłyszeć od
ciebie jakieś wyjaśnienia? Może nie zawsze mi to wychodziło, ale
naprawdę próbowałem cię zrozumieć.
– Gideon,
cokolwiek zaszło między nami, muszę ci coś powiedzieć –
szepnęła. Nie miała już czasu myśleć nad słusznością swojej
decyzji. Najważniejsza była gazeta, którą miała pod peleryną,
gazeta, która była kluczem i jedynym sposobem na powrót do domu.
– O
co chodzi? – zapytał najwyraźniej zainteresowany.
– Nie
wiem, co tutaj robiłeś i nie obchodzi mnie to, ale sam zauważyłeś,
że przyszłam tutaj z dwójką osób. Jeden z nich to Draco, ale
drugi... wpadliśmy na niego przypadkiem, naprawdę.
– Możesz
to w końcu z siebie wydusić?
– To
Severus Snape, on jest śmierciożercą.
Na
Gideona podziałało to jak kubeł zimnej wody. Najpierw patrzył na
nią z niedowierzaniem, a potem opuścił różdżkę i odwrócił
się w stronę drzwi. Ginny widziała, że w jego głowie rozgrywa
się prawdziwa batalia.
– Gdzie
oni są? – zapytał, marszcząc brwi.
– Snape
mówił coś o podziemiach.
– A
czego tak właściwie szuka?
– Miał
nam pomóc, ale podejrzewam, że czerpie z tego własne profity –
odpowiedziała krótko, patrząc, jak Gideon zmierza w kierunku
drzwi, które przekroczyła kilka minut temu.
– Posłuchaj,
w normalnych warunkach bym ci nie zaufał, ale jestem sam, a nie
odpuszczę tej gnidzie, rozumiesz? Ty też jesteś członkinią
Zakonu, więc wiesz, że bez względu na wszystko, naszym obowiązkiem
jest walczyć z nim.
– Wiem
– mruknęła bezgłośnie. – Pomogę ci, ale potem dasz nam
odejść. Mi i Draco.
– O
tym porozmawiamy, jak będzie po wszystkim.
Draco
prawie od razu zauważył, że Ginny gdzieś zniknęła. Czuł, że
dziewczyna ma jakiś plan i miał cichą nadzieję, że jego również
uwzględni na jakiejś dogodnej pozycji.
Ich
kroki odbijały się echem na ścianach. Malfoy miał wrażenie, że
stąpa po korytarzu starej, zakurzonej posiadłości, w której na
każdym rogu mogą czaić się przeróżne pułapki.
– Chyba
zgubiliśmy gdzieś twoją towarzyszkę – oświadczył Severus, nie
odwracając wzroku.
– Co?
– Malfoy był wyraźnie zakłopotany tym stwierdzeniem. Rozejrzał
się, jakby udawał, że dopiero teraz to zauważył. – Znajdzie
się – dodał po chwili.
– Nie
wątpię.
Razem
z Severusem stanęli przed krętymi schodami prowadzącymi w dół.
Na twarzy Mistrza Eliksirów pojawił się dziwny uśmiech triumfu.
Już zszedł pierwszy stopień, kiedy nad jego głową świsnęły
czerwone iskry.
Snape
był wyraźnie zaskoczony. Próbował w tym samym momencie odwrócić
się na wąskich, krętych schodach i wyjąć różdżkę z kieszeni
szaty. I wtedy Draco zrobił coś, o co w ogóle siebie nie
podejrzewał. Popchnął dostatecznie wytrąconego z równowagi
Severusa tak, że tamten z cichym jękiem i głośnym trzaskiem
sturlał się ze schodów.
Gdzieś
w ciemnym korytarzu usłyszał pisk kobiety, a potem ktoś z głośnym
tupotem przebiegł obok niego i zbiegł po schodach do Snape'a,
który, sądząc po cichych jękach, nie stracił przytomności.
Malfoy
był w dziwnym amoku. Dopiero po kilku sekundach zorientował się,
że osobą, która zbiegła po schodach był jeden z członków
Zakonu Feniksa. Próbował sobie przypomnieć jego imię, ale za
cholerę mu to nie wychodziło.
– Draco,
Draco! – Usłyszał wołanie na wysokości prawego ucha, a potem
ktoś mocno nim szturchnął. – Malfoy, do cholery, znalazłam
sposób!
Mężczyzna
odwrócił głowę i spojrzał prosto w brązowe oczy Ginny.
Dostrzegł w nich tyle radości, że uśmiechnął się, zanim
powiedziała mu, o co chodzi. Kobieta szamotała się przez chwilę
ze swoją połataną szatą, a potem wydobyła spod niej kolorową
gazetę.
– Uspokój
się, bo nie wiem, o co chodzi – rzekł, biorąc od niej
czasopismo.
– Tu
jest wywiad! – krzyknęła, a jej głos rozniósł się echem po
ciemnych korytarzach. – Wywiad z facetem, który wie coś o
podróżach w czasie!
Z
jej twarzy bił tak wielki entuzjazm, że Malfoy nie potrafił jej
zaprzeczyć. Żongler – przeczytał w myślach tytuł
gazety, a potem uśmiechnął się cierpko.
* *
*
Pytaliście,
co zrobię jak skończę. Czy dokończę Stypę lub Butter Hill? A to
przecież żadna tajemnica, co będę pisać, kiedy tutaj pojawi się
ostatni rozdział. Już pod pierwszym postem zdradziłam ten sekret.
Kiedy
Pokaż Twarz dobiegnie końca reaktywuję Cienkie Granice, które
teraz można znaleźć pod adresem: Jak ocalić świat. Do opowiadań
potterowskich chwilowo nie mam serca, a od Ginny naprawdę muszę już
odpocząć..
Subskrybuj:
Posty (Atom)
